Cyrograf rozdział lll

Wyszedł zostawiając mnie z moimi myślami.
Dobra!-Pomyślałam.- To było dziwne. Ale możliwe do wytłumaczenia. Zdarzają się znacznie bardziej niemożliwe zbiegi okoliczności. A tak poza tym to co mi się stało?
-Och! Obudziłaś się!
Do pokoju wszedł ordynator wraz z moimi rodzicami. Mama na mój widok przestraszyła się, zakrywając dłoniami usta. W jej oczach dało się zobaczyć napływające łzy które już po chwili zaczęły spływać po policzkach. W tym momencie rzuciła się w stronę taty który ją przytulał patrząc na mnie ze smutkiem i pokręcił głową lekko ją spuszczając składając uspokajający pocałunek na czubku głowy mamy. Wyglądało to trochę jakby mówił "przykro mi...Tak bardzo mi przykro". Za oknem sali stał z kolei ów nieznajomy chłopak. Patrzył na mnie.
-Co ty zrobiłaś mała hm?
Przysiadł obok i przyjrzał mi się uważnie.
-Do szycia.
Skwitował krótko, a ja czułam spływającą po twarzy krew.
-O co chodzi?!
Nie wytrzymałam. Dlaczego nie wiem co jest ze mną nie tak?
-Ah bo ty dopiero się obudziłaś.
Wyszedł po czym wrócił z lusterkiem w ręku. Podał mi je. Gdy spojrzałam w nie... Momentalnie jęknęłam z przerażenia. Zaczęły mi lecieć łzy które spływając mieszały się z krwią. Kilka kropel nawet wylądowało na prześcieradle. Zgięłam kolana i otoczyłam je rękami oraz ukryłam w nich twarz przy okazji tworząc zasłonę z włosów. Zapadła cisza. Nie licząc cichego łkania mojego i mamy było cicho. Nagle poczułam rękę na ramieniu po czym uniosłam głowę by spojrzeć na właściciela dłoni. To był on. Ten chłopak który nie wiedzieć czemu siedzi tutaj ze mną. Patrzyłam na niego z załamaniem wymalowanym na twarzy, łzy spływały mi po policzkach. Szukałam w nim (nie wiedzieć czemu) pocieszenia lub wsparcia ale nic z tego nie znalazłam. Patrzył na mnie bez emocji. Jedyne co mi musiało wystarczyć to jego dotyk.
-Czemu tutaj siedzisz? Nie masz nic lepszego do roboty?
Westchnął odwracając wzrok. Chyba próbował znieść mnie i moje odzywki ze względu ma mój stan psychiczny.
-Tak się składa, że to ja cię znalazłem i wezwałem karetkę.
-I teraz ci mnie szkoda więc dołączasz do kółka płaczek?
Chcę żeby wyszedł. Niech w ogóle nie wraca!
Spojrzał na mnie i już otworzył usta by coś powiedzieć ale nie pozwoliłam mu na to.
-Chcę być sama...
Ciężko westchnął ale wstał i wyszedł. Wierzę, że już nie wróci. Po chwili wszedł lekarz i pielęgniarka z wózkiem inwalidzkim wzywając mnie do zabiegówki. Po zabiegu wróciłam do sali.
-Tylko teraz proszę uważaj. Na głowę również. Masz spory uraz ale nie martw się, szybko się zagoi.
Lekarz próbował mnie pocieszyć posyłając mi przyjazny uśmiech.
-O ile będziesz ostrożna.
Skwitowała pielęgniarka.
-Kiedy będą mnie mogli odwiedzać znajomi?
-Myślę, że jutro lub po jutrze. Zależy czy będziesz się czuła na siłach.
Wyszli i minęli się w drzwiach z... no właśnie. Tym cholernym chłopakiem.
-Tobie serio się chyba nudzi.
Powiedziałam nie szczędząc pogardy w głosie.
-Mam zacząć żałować, że ocaliłem ci życie?
-Pfff...
Skrzyżowałam ręce na piersi i odwróciłam od niego twarz.
-Ph... Księżniczka ma foszka?
Mówił z lekkim śmiechem w głosie. Nabija się ze mnie?
-Nie mam "foszka".
-To spójrz na mnie.
-Po co?
-Spójrz.
Wkurzona odwróciłam twarz która znalazła się bardzo blisko jego. Stał pochylony nade mną z szyderczym uśmiechem i lekko przymrużonymi oczami.
-Egh! O co ci w ogóle chodzi!?
Wstałam gwałtownie z łóżka i podeszłam do okna.
-Ty się tak łatwo się denerwujesz czy to tylko dzisiaj?
-Od kiedy cię spotkałam.
Nagle do pokoju weszła młoda pielęgniarka.
-P-przepraszam...
Widać po niej, że jest bardzo niepewna siebie. Zwłaszcza przy nim. Nie ukrywam wcale brzydki nie jest.
-Koniec wizyt... Proszę wracać. Teraz pacjentka musi odpocząć.
-Jeszcze 5 minutek dobrze?
Spojrzał na nią z ukosa posyłając jej uwodzicielskie spojrzenie, uśmiech oraz dźwięczny, równie uwodzicielski głos. Pielęgniarka się zarumieniła i chcąc to ukryć schowała pół twarzy za kartą pacjenta posyłając mu zauroczone spojrzenie. Przytaknęła i wyszła z pokoju. Wtedy spojrzał na mnie.
-Oczywiście mogę przyjść jutro
-Nie.
-To nie było pytanie.
Doprowadzał mnie do szału. Czułam, że nie wyjdzie dopóki nie odpuszczę. Chciałam już iść spać i udawać, że to tylko głupi sen z którego się niebawem obudzę i wszystko będzie jak dawniej.
-Eh...Rób co chcesz.
Oparłam się na łokciach o parapet stając do niego tyłem. Usłyszałam jak się cicho zaśmiał.
-To do jutra.
Usłyszałam jak wychodzi. Patrzyłam jeszcze jakiś czas przez okno aż się nie ściemniło. Powitał mnie słodki uśmiech księżyca. Popatrzyłam na niego z nienawiścią po czym odeszłam od okna poprzedzając to uderzeniem o parapet pięścią. Skierowałam się w stronę łóżka. Zapaliłam lampkę nocną i wzięłam lusterko. Gdy się w nim przejrzałam, zobaczyłam uśmiech. To nie był mój uśmiech. Mimo iż teraz prawdopodobnie nigdy nie zejdzie mi z twarzy nie jest mój. Ten okropny wycięty wieczny uśmiech.
Dodał/a: Little One w dniu 26-11-2018 - czytano 81 razy.
Słowa kluczowe: ból boy hate Little One

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Cyrograf rozdział lll"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)