Cyrograf rozdział ll

Ciemność widzę...

Nie wiedzieć czemu, nagle zaczęłam słyszeć dziwne pikanie które zdawało się zgrywać z rytmem mojego serca. Pierwsze skojarzenie: Respirator. Jak i on to i szpital. Przez chwile słyszałam głuche dźwięki i nie byłam w stanie poruszać nawet palcem.
-Miała dużo szczęścia jednak to nie jest nasze ostatnie słowo. Stan może w każdej chwili się zmienić. Możliwe, że doszło nawet do uszkodzenia mózgu.
Poczułam przerażenie które przeszyło całe moje ciało. Chciałam wstać, krzyczeć, płakać, pytać. Jednak jedyne co się stało to długie i donośnie "piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii". Już ledwo słyszalne dźwięki paniki i nawoływań lekarza do resuscytacji. Czy to mój czas? Dlaczego teraz? Kiedy miałam taki dobry dzień?! Poczułam ogromny zawód i smutek z powodu takiego psikusa od losu. Udało mi się zaledwie wycisnąć łzę i... Znowu nicość. O dziwo była błoga, a mogłabym rzec, że nawet przyjemna. Ta lekkość i przyjemne uczucie jakbym latała. Jednakże miałam żal do losu. Nic jeszcze w życiu nie dokonałam. Nagle przedemną zobaczyłam szafki.
-Co? Gdzie ja...?-Powiedziałam nieco zdezorientowana.
Odwróciłam się za siebie słysząc jakieś nerwowe głosy. To... to doktorzy. Oni mnie reanimują. Mimo iż aparatura nie pokazuje korzystnych parametrów walczą.
Nagle dookoła mnie zaczęła się rozciągać jakby gęsta, czarna mgła. Oplotła mnie całą, dając przy okazji odczuć przeszywający chłód.
Próbowałam zachować spokój i jakoś logicznie to wyjaśnić.
Logicznie? Gdzie tu logika?!- Karciłam siebie na głos- Jesteś martwa! Nie ma tu logiki!
-Nie musisz być...
Niespodziewanie ktoś mi odpowiedział. Nie oczekiwałam nawet tego, wręcz się wystraszyłam.
-K-kto to?!
-To ja.
Pff żartowniś się znalazł. Czy to mój chory umysł tracący resztki tlenu pozwalającemu na normalne funkcjonowanie? Rozglądałam się dookoła jednak otaczała mnie tylko ciemność.
-P-Pokaż się!
Chciałam zabrzmieć stanowczo jednak strach i lekki bezwład nie pozwolił mi na to. Usłyszałam cichy śmiech.
-Potraktuj to jako demonstrację.
Głos z kolei brzmiał bardzo pewnie i zdecydowanie. Wręcz dało się wyczuć jego siłę, moc, wyższość. To nie była zwykła reakcja na odcięcie tlenu. To BYŁO. Po tych ostatnich słowach usłyszałam pierwsze piknięcie aparatury po czym jakby pierwsze uderzenie serca. Otworzyłam szeroko oczy gdy je poczułam. Tak jakby zrobiło to pierwszy raz w życiu. Po tym jednym uderzeniu poczułam jakby opadanie na plecy.
Po chwili otworzyłam lekko oczy widząc obraz jakby przez mgłę. Przez krótkie momenty stawał się ostry. Doktorzy gratulowali sobie wzajemnie po czym jeden z nich pochylił się nade mną.
-Wiedziałem, że tak łatwo nie odpuścisz.
Poczochrał mnie po głowie po czym ponownie straciłam przytomność.
-Jak się czujesz? Lepiej prawda?
Znowu usłyszałam ten głos. To sen?
-Kim jesteś?
Tym razem zapytałam zdecydowanym i podejrzliwym głosem.
-Hm... Co to za ton?
-Powiedzmy, że nie ufam głosom w głowie.
Zaśmiał się tylko.
-Pokaż się.
-Jesteś pewna, że tego chcesz?
Nabrałam jeszcze więcej podejrzeń. Był... taki świadomy. Zbyt świadomy. Coś tu jest nie tak.
-Inaczej bym ci nie kazała.
Nagle przede mną otworzyły się oczy. Ale... nie takie zwykłe. Wielkie czerwone, błyszczące, świecące oczy, a dookoła nich białko koloru czarnego który zdawał się również świecić w tej nieogarniętej ciemności.
-Na "kazała" trzeba zasłużyć. Nie ma nic za darmo, jak zapewne zauważyłaś żyjąc na tym beznadziejnym świecie.
Spod oczu wyłoniła się powoli dłoń która złapała mnie za brodę przyciągając w stronę oczu. Jakby opętana i sparaliżowana strachem dałam się prowadzić. W pewnym momencie byłam nawet w stanie rozróżnić kontur twarzy, jednak nie dłużej niż przez sekundę. Wydawał się mieć Normalną ludzką twarz. Twarz zdawała się być delikatnie podświetlana czernią i czerwienią. (podświetlana czernią? Tak się da? Logika poszła w las) Mina wskazywała, że ów osobnik patrzył na mnie z góry z pół ukosa wysyłając mi szeroki uśmiech, oraz wredne, władcze spojrzenie, trochę jak łowca patrzy na swoją ofiarę tuż przed zabiciem jej aby wyśmiać jej słabość, aby umierała w upokorzeniu ducha.
Kiedy znalazłam się wystarczająco blisko, poczułam zimny jakby martwy oddech. Nie chodzi o to że śmierdziało trupem czy coś. Po prostu to zimno wywołało we mnie negatywne uczucia. Wręcz czułam śmierć.
-Do zobaczenia potem.
Lekko odtrącił moją brodę co o dziwo spowodowało niemały odrzut. Czułam, że spadam. Wszystko nagle zmieniło się w slowmo.

Obudziłam się gwałtownie biorąc ogromny wdech otwierając przy tym szeroko usta. Po pierwszym porządnym hauście znowu poczułam uderzenie serca. Tak jakby chciało mi o sobie przypomnieć co spowodowało u mnie ogromne poczucie ulgi. Uspokoiłam nieco oddech ale nadal nabierałam powietrze przez usta. Westchnęłam po czym poczułam silne ukłucie na dość dużym obszarze twarzy. Złapałam dłonią za usta czując, że coś jest nie tak.
-Tssssssh...
-Ty się tak nie przemęczaj.
Odwróciłam się gwałtownie w stronę głosu nadal trzymając dłoń na ustach. Odsunęłam ją może o 3-4 centymetry gdy spojrzałam na rozmówcę czując niemałe przerażenie.
-No i zobacz co ty narobiłaś.
Złapał moją dłoń po czym podsunął mi pod oczy. Krew. Ciepła, świeża plama rozlewała się po dolnej części dłoni lekko spływając na nadgarstek. Ścisnęłam dłoń w pięść.
-Idę po ordynatora. Nie będzie zadowolony. Dodasz mu tylko roboty.
Już wstał z krzesła który stał obok mojego łóżka i miał wyjść z sali gdy postanowiłam przemówić.
-K...
Zatrzymałam się. On odwrócił się i spojrzał jakby od niechcenia.
-Kim jesteś?
-Hn...
Uśmiechnął się. Jednak ta mina przyprawiła mnie o ciarki.
-To ja.
Dodał/a: Little One w dniu 21-11-2018 - czytano 96 razy.
Słowa kluczowe: śmierć druga szansa

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Cyrograf rozdział ll"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)