Cyrograf rozdział l

A tak na wstępie zajmę ci minutkę. Możesz odliczać i w zależności od wyniku nażekaj lub ciesz się. Jeżeli Cię to nie interesuje przewiń do paska. Przejdę może do tematu. Z racji iż mam totalny napad weny postanowiłam wszcząć nowe opowiadanie. Nie obejdzie się bez wątków miłosnych, a może i nawet kryminalnych wobec czego nie wiem jaką kategorię dać. Początkowo dam na miłosne aby dotarła w miarę do dużej ilości osób. Liczę na twoją opinię. Przejdźmy więc do treści.

----
Prolog
Wychodząc ze szkoły jak codzień przechodziłam tą samą uliczką co zawsze. Nic niezwykłego. Dzień piękny, słoneczny, ciepły wiosenny wiatr rozwiewał moje gęste, brązowawe włosy. Miałam świetny chumor. Po prostu doskonały! Nagle zabolała mnie głowa... Ciemność widzę.


Zadzwonił budzik. W mgnieniu oka wstałam i otworzyłam okno. Wdychałam powietrze pełną piersią delektując się świeżym zapachem otoczenia. Mieszkam na "odludziu" w pięknym malowniczym miejscu. Tak naprawdę to nie odludzie bo miasto jest może 3-4 km stąd. Za moim oknem jest park.
-Alex wstałaś już?
Mama jak co rano upewnia się czy nie śpię. Zawsze otrzymuje tą samą odpowiedź. Sądzę że robi to już tak "dla tradycji".
-Tak już idę!
Z uśmiechem zeskoczyłam z mojego parapetu przy oknie który robił za swego rodzaju kanapę, i podleciałam do szafy. Wzięłam moje ulubione czarne spodnie, biały podkoszulek z uroczym nadrukiem oraz moje klasyczne silikonowe bransolety.
W podskokach zeskoczyłam do kuchni. Zjadłam śniadanie i pożegnałam się z rodzicami. Mam z nimi wspaniały kontakt. Są dla mnie jak przyjaciele. Do szkoły chodzę do miasta przechodząc przez urocze uliczki pełne kawiarenek, cukierni, księgarni i mnóstwa innych sklepików i tym podobnych.
Gdy doszłam na miejsce na szyję rzuciła mi się moja przyjaciółka Roza.
-Nie uwierzysz co się stało!
Piszczała podniecona jak małe dziecko co kompletnie nie pasowało do jej wyglądu (na pierwszy rzut oka).
W rzeczywistości jest wesołą i sympatyczną osobą. Pełna energii i optymizmu przy wyglądzie conajmniej matala. Czarne włosy opadające delikatnie na twarz, kilka kolczyków tu i ówdzie, cała na czarno, potargane spodnie, ciężkie buty. Mimo wszystko dobiera ubrania tak że wygląda w nich Bosko!
-No mów bo widzę że ledwo wytrzymujesz napięcie.
-Kto ledwo wytrzymuje?
Usłyszałam głos za sobą.
-Siema Kayden!
Teraz z kolei jemu rzuciła się na szyję.
Kayden to mój przyjaciel. Starszy o rok, znamy się odkąd skończyłam 7 lat. Wysoki, czarnooki, ciemny brąz włosy, ubiera się z grubsza w barwy czarni i bieli.
Patrzyłam jak Roza zasypuje go pytaniami. Na niektóre się zaśmiał. Ma taki słodki uśmiech... Pewnie się domyślasz. Tak podoba mi się. Od momentu gdy mając 13 lat uratował mnie przed grupką pewnych wrednych dziewczyn. Obiecał że zawsze będzie mnie chronił.
Spojrzał na mnie. Onieśmielona odwróciłam wzrok udając że patrzę na godzinę w telefonie
-A ty co? Będziesz?
-Co? Gdzie?
-Na imprezie.
-I czemu ja o niczym nie wiem?
Spojrzałam wymownie na Rozę pytając bardziej z wyrzutem niż zaciekawieniem.
-Bo przerwał gdy ci miałam mówić. Za 2 dni jest koncert NASZEJ KAPELI! Idziemy całą ekipą!
Żeby nie było. Nasza kapela to określenie dla kapeli których jesteśmy ogromnymi fanami.
-A co najlepsze dzięki znajomościom Kaydena udało się nam zdobyć 3 wejściówki za kulisy i do strefy Vip!
Zatkało mnie. Marzyłam by porozmawiać z członkami grupy! Nic nie opisze mojego szczęścia.
-Ta teraz Roza zabierze cię na chore zakupy żeby super wyglądać.
-Nie tylko ją. Ciebie też przystojniaczku.
Puściła mu oczko.
-No to poległem. Podejrzewam że i tak nie ma znaczenia co powiem więc zgadzam się.
-To widzimy się jutro pod galerią.

Gdy Kayden poszedł do swojej klasy Roza mnie zagadywała.
-Wybierzemy ci kieckę przy której Kayden nie przejdzie obojętnie!
Ona wie o wszystkim. W końcu BFF.
-Już się boję. Na pewno będzie... Oryginalna.
-Haha zobaaaaczysz.

Po szkole zawsze chodziłam z Rozą i (kiedy była możliwość) z Kaydenem do domu. W sensie po drodze się rozstawaliśmy. Roza zawsze pierwsza, potem ja i biedny Kayden szedł potem sam do siebie. Jednak dzisiaj Kayden miał trening piłki, a Roza musiała wskoczyć do swojej ciotki która mieszka w przeciwnym kierunku do mojej drogi powrotnej.
Szłam sobie przeszczęśliwa. Koncert, Nasza Kapela, strefa Vip i kulisy z nimi. Myślałam o tym wszystkim gdy nagle zorientowałam się że jakoś dziwnie pusto na tej uliczce. Od czasu do czasu przewinie się jakaś osoba. Zlekceważyłam to i zaczęłam myśleć o tym co może się stać po koncercie. Przypomniały mi się słowa Rozy.
-Na pewno wrócimy jak zawsze naszą ścieżką. Ja odłączę się pierwsza jak zawsze. Zostaniecie sami. Aż staniecie niedaleko twojego domu, zatrzymacie się
:To był wspaniały wieczór
Przedrzeźniała komicznie mój głos.
-Czy może być jeszcze wspanialszy?
Kontynuowała z lekką przesadą jak to na nią przystało.
-Może.
Teraz z kolei przedrzeźniała Kaydena.
-I pocałuje cię w blasku pełni księżyca, wiatr będzie rozwiewał wasze włosy, wasze języki...
-Ok! Stop Roza!
Gwałtownie jej przerwałam poczym dodałam.
-Ty powinnaś książki pisać.

Uśmiechnęłam się sama do siebie czując lekki stres. A co jeżeli ma rację? Wątpię w to głęboko ale wzbudziła we mnie mały niepokój. Co jeżeli coś zawalę? Ośmieszę się przed nim i nawet nie bedzie chciał się przyjaźnić?
Eh. Niech się dzieje wola nieba!
I w tym momencie poczułam chwilowy ból i straciłam przytomność
Dodał/a: Little One w dniu 14-11-2018 - czytano 130 razy.
Słowa kluczowe: Miłość przyjaźń szczęście Little One

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Cyrograf rozdział l"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)