Crush 1

Deszcz spływał po mojej twarzy.Łzy zmieszały się z wodą. I tak, kładąc ostatni kwiat białej róży na jego grobie dostrzegłam wysokiego mężczyznę w garniturze. Patrzył na mnie w oddali, a po chwili dostrzegłam jak powolnym krokiem zbliża się ku mnie. W pierwszej chwili pomyślałam, że jest to być może jakiś znajomy mojego męża, którego nie zdążyłam nigdy poznać. Ubrałam rękawiczki i rozłożyłam parasol, wysyłając pożegnalnego całusa mężczyźnie, który był do tej chwili moim jedynym marzeniem. Właśnie sięgałam po paczkę papierosów do kieszeni płaszcza, kiedy zauważyłam, że ten mężczyzna wydaje mi się cholernie znajomy. "Dziwne, przecież nigdy wcześniej go nie widziałam" - pomyślałam wyciągając zapalniczkę i odpalając papierosa. Miałam już dosyć, od dnia w którym odszedł mój mąż nie odzywałam się do nikogo, a już jutro musiałam stanąć na scenie i zaśpiewać pierwszą i ostatnią pożegnalną piosenkę. Pewnym krokiem zaczęłam zbliżać się do nieznajomego. Nagle stanęłam jak zamurowana, bo przed moimi oczami stał człowiek, ten, którego zdążyłam pokochać zanim poznałam Johnnego. Nie widziałam go od 8 lat. Zniknął, a jedyne co mi zostawił to wspomnienia, blizny na ciele i tatuaż na prawym ramieniu. Nikt go nie pamiętał. Bywał w moich snach, sercu, ale świat kręcił się jakby nigdy nie istniał. Myślami wróciłam do dnia, gdy nie mogłam się doczekać, kiedy znów go spotkam. Czy obudzi we mnie uczucie sprzed lat? Czy będzie tak jak dawniej? Nie. Moje serce należy już do jedynego w swoim rodzaju człowieka. Człowieka, który dał mi marzenia. Oddał mi swoją duszę.
Byłam całkiem opanowana. Śmierć ukochanej osoby nie mogła się równać nawet ze spotkaniem miłości sprzed lat. Jego śmierć to jedyne co mnie wtedy martwiło. Widziałam jego speszony wzrok. Widziałam jak się waha.
Nie minęła minuta a stał tuż przede mną.
Stał i patrzył się na mnie tymi pustymi oczami, niegdyś przepełnionymi iskrą szaleństwa i miłości. Nie widziałam w nim nic. Od tamtego dnia zdążyło już minąć 8 lat. Nigdy nie przypuszczałam, że to uczucie kiedyś minie. A jednak, patrząc teraz na niego jedyne co mi przyszło do głowy to tamta impreza. Ostatni dzień, w którym się widzieliśmy. W sumie nie wiem jakim cudem mnie znalazł.
Był to kolejny piękny dzień mojego życia odkąd go poznałam. Letnie słońce przedzierało się przez zasłony. Otwierając oczy dostrzegłam jak Kellan, słuchając muzyki,szykował lufę marihuany. Wstałam i podbiegłam do niego - Jak tam skarbie? - uśmiechnął się do mnie, wstał i przytulił. - Hahah, dobrze, że pytasz. Oto recepta na udany poranek. - śmiał się pokazując na stół na którym była marihuana. - Ty to wiesz jak uszczęśliwić kobietę. - pocałowałam go w policzek i udałam się do kuchni. Pijąc szklankę wody, usłyszałam jego kroki i właśnie wtedy w domu rozległa się muzyka. Przybiegł do mnie i chwytając za rękę pociągnął do tańca. Z głośników leciała piosenka Cigarettes after sex. On właśnie odpalił lufkę, i przez następne kilka godzin paliliśmy i tańczyliśmy. Wyczerpani leżąc na podłodze, śmialismy się. Wtedy spojrzał mi głęboko w oczy. - Właśnie zdałem sobie z czegoś sprawę.-jego ton głosu był poważny, zaczęłam się bać, ale po jego oczach poznałam, że będzie to coś miłego. - W takim razie słucham. Tylko bez kłótni. - pogroziłam palcem, śmiejąc się do niego. - Wiesz...Już wcześniej wiedziałem, że cię kocham, ale dziś.. Jakimś dziwnym przypadkiem upewniłem się, że chcę spędzić z tobą wszystkie najgorsze i najlepsze chwile życia . - miałam ochotę go mocno przytulić. Ale ilość wypalonej marihuany uniemożliwiał jakiekolwiek ruchy. -Nie wiem co powiedzieć... Jesteś taki kochany... Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.. Ja czuję to samo.. - gdy to powiedziałam, ogarnęła go wielka euforia, wstał, podniósł mnie i krzyczał - Musisz być moją żoną! - przez resztę popołudnia śmialismy się i cieszyliśmy jak nigdy wcześniej. W końcu... Zdecydowaliśmy .. Bez żadnego zwątpienia , że jesteśmy sobie przeznaczeni.Snuliśmy plany na dzień naszego ślubu. Miał być gitarzysta, stokrotki we włosach, znajomi ze studiów... Wszystko wydawało się takie piękne tamtego dnia... Wieczorem postanowiliśmy wybrać się na koncert. Siedzieliśmy w środku, gdy nagle do pomieszczenia weszło kilku mężczyzn. Kellan wstał i powiedział, że musi wyjść na moment. Był bardzo zestresowany. Mężczyźni podejrzliwie spoglądali w moja stronę, ale stwierdziłam, że nie ma się czym przejmować, więc kontynuowałam picie drinka. Nagle poczułam nóż na szyi. Umięśniony mężczyzna pochylił się nade mną i szeptał do ucha - Jeżeli nie wyjdziesz teraz z nami, możesz się pożegnać ze swoim życiem suko.-próbując zachować spokój, wstałam, udawając, że nic się nie dzieje. Wiedziałam, że jakiekolwiek nieprzemyślane działanie mogło się skończyć dla mnie śmiercią. Wyszliśmy z budynku i siłą zaprowadzili mnie na tyły koncertu. Rzucili mnie na ziemię. - Gdzie jest Brad? - Jaki Brad? - mężczyzna wyciągnął nóż, podszedł do mnie i przykładając mi go do twarzy, mówił - Ostatni raz zadaję to pytanie. Gdzie jest Brad? - Byłam przerażona, nie wiedziałam czy powinnam odpowiadać czy już próbować się jakoś uratować, ale nie widziałam żadnego rozwiązania. - Nie wiem o kim mówisz, naprawdę.. - wydusiłam z siebie te słowa, próbując zdusić w sobie płacz. - nagle mężczyzna uderzył mnie w twarz z pięści. Czułam ten okropny ból, który paraliżował moje racjonalne myślenie i krew spływającą z nosa. Szybko wstałam i próbowałam uciec. Jednak oni mnie złapali zadając kolejny cios. Nie miałam już sił. Ból był okropny. Zaczęłam krzyczeć, gdy nagle w cieniu przyczepy dostrzegłam Kellana trzymającego pistolet w ręce. Usłyszałam strzał, a zaraz koło mnie padł jeden z mężczyzn. - Kellan, ratuj! - wołałam do niego. Mężczyzna, który uderzył mnie w twarz zaśmiał się - Ha ha, a więc teraz masz na imię Kellan. - zdziwiłam się. - Jak to teraz? - mój chłopak zbliżył się do nas.- Puście ją, a nie strzelę. - Nie masz odwagi, śmieciu. - Czyżby.. - Kellan wymierzył pistoletem do mężczyzny, gdy nagle ktoś zaszedł go od tyłu, rzucając na ziemię. Widziałam jak go kopią, okładają po twarzy pięściami. - Zostawcie GO! Zostawcie! - krzyczałam z całych sił, próbując wyrwać się facetowi, który trzymał nóż w kieszeni. Kiedy widziałam, że pistolet zostaje wymierzony prosto w głowę mojego chłopaka, nagle słyszę kilka strzałów, zamknęłam oczy nie chcąc na to patrzeć. Zostałam uwolniona z ramion mężczyzny... Na ziemi leżało kilku ledwo żywych zbirów. Podbiegłam do Kellana.-Kellan, wszystko dobrze?! Co się tu dzieje?! - ocierając łzy z policzków, chwyciłam go mocno na ramię, pomagając mu wstać. Nagle on odepchnął mnie od siebie. - Co ci się dzieje? - spojrzałam na niego z niedowierzaniem. - Wynoś się. Nie chcę już mieć z tobą nic wspólnego. - Ale Kellan... Przeciez... To nie ja... - Wynoś się! - patrzyłam na niego, próbując przez moment oswoić się z tym co powiedział. - Co? Nie słyszałaś? - podszedł do mnie tak blisko, że nasze twarze prawie się stykały ze sobą. - Coś ci powiem.. Jesteś idiotką, nigdy cię tak naprawdę nie kochałem, nie wiem jak mogłaś być tak naiwna. Niby jak można cię kochać? - po tych słowach nastała cisza, czułam swoje coraz szybsze bicie serca. - No na co się kurwa patrzysz, wynoś się! - wtedy nie wytrzymałam i uderzyłam go z liścia w twarz. - Co ci odbija?! - Nie rozumiesz? Po prostu cię nie kocham, to wszystko, już nie chcę się bawić w żadne związki. - spojrzałam mu w oczy, które były przepełnione gniewem. - Skoro tak, masz pewność, że już mnie nigdy nie zobaczysz! - krzyknęłam, , zrywając z szyi naszyjnik od niego. Szybko uciekłam zalewając się płaczem. Liczyłam, że wróci... Że po prostu był zestresowany, że coś mu po prostu odbiło.. Ale kompletnie nie rozumiałam... Czemu.. Czemu tak miało być? Przecież mieliśmy inne plany, jego oczy... Były takie szczere, albo być może.. To ja faktycznie byłam ślepa. Nigdy nie wrócił już po swoje rzeczy . Nigdy nie pojawił się w naszym domu. Wszystko zostało... Mieszkałam jeszcze tam przez jakieś pół roku. Potem wszystko sprzedałam, żeby móc zacząć żyć od nowa. Ruszyłam w świat, kompletnie bez niczego. Bez domu, bez ubrań, bez miłości... Miałam tylko siebie i swoje marzenia. Jedyne co zabrałam ze sobą to tamte wspomnienia, ludzi, których już więcej nie zobaczyłam, miejsca o których już zdążyłam zapomnieć.
-Cześć.. - powiedział nieśmiało... - nie odpowiedziałam mu nic-Chcialem tylko.. Złożyć Ci najszczersze wyrazy współczucia, wiem jak to jest stracić kogoś kogo się mocno kocha. - Dziękuję, przynajmniej tyle możesz dla mnie zrobić.-powiedziałam stanowczo, próbując iść dalej. -Ej... - usłyszałam za sobą-Słucham? - Wiem, że mi nigdy tego nie wybaczysz.. Ale chciałbym w końcu powiedzieć Ci prawdę. - Rozumiem.. Ale nie mam ci czego wybaczać, zapomniałam o tym wszystkim poznając Johnnego. Nie czuję już do ciebie żalu. - Ale nie o to chodzi... Chciałbym... Chciałbym żebyś wiedziała wiele rzeczy o których Ci nigdy wcześniej nie powiedziałem.. - miałam mu już powiedzieć, żeby się wynosił , miałam po prostu ochotę zamknąć się na moment, odciąć od świata, ale stwierdziłam , że może to jedyna okazja do poznania prawdy - Posłuchaj, dziś nie znajdę dla ciebie czasu. - Może jutro? - Jutro śpiewam.. - zaczął grzebać w kieszeni. - Masz. To mój numer telefonu. Jakbyś chciała wiedzieć.. To zadzwoń.. - wręczył mi do ręki karteczkę . - Dziękuję . - odpowiedziałam i ruszyłam dalej. Kątem oka widziałam, jak ze spuszczoną głową pali papierosa, niekiedy oglądając się za mną. Dotarłam do domu. Nie miałam na nic sił. Rzuciłam się na łóżko, ignorując wszystkie telefony.-Jutro kolejny ciężki dzień.. - I wtedy zauważyłam butelkę wina. Zaczęłam pić i pisać tekst piosenki...
Dodał/a: Brooks w dniu 21-01-2019 - czytano 405 razy.
Słowa kluczowe: Miłość rozdziały Brooks

Komentarze (2)

Siemaszdnia 2019-01-31 22:29:28.

Hejka, jest ostatni dzień stycznia. Właśnie przeczytałam to opowiadanie. I BŁAGAM CIĘ, DODAJ NASTĘPNY ROZDZIAŁ!!!!!
pozdrawiam serdecznie 🤗🤗

Kinia56dnia 2019-03-02 11:20:34.

Jest piękna pisz dalej

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Crush 1"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)