Co się stało z matką Kosika?
Lata dziewięćdziesiąte. Zwykłe blokowisko warszawskie. Siermiężne konstrukcje z płyt dzielą jedynie skromne pasy zieleni, zieleni zmęczonej spalinami i zasrywanej nieustannie przez umęczone zwierzęta domowe, które całymi dniami trzymają w swoich stalowych pęcherzach i nylonowych jelitach odchody i czekają wiernie, kiedy ich właściciel powróci do domu i łaskawie wyprowadzi je w celu zrzutu stolca gdzie popadnie. W postkomunistycznej przestrzeni znajdują się jednak perełki. Domki jednorodzinne, które tkwią, jak oazy na pustyni. Wyglądają dziwnie wśród bloków. Mieszkają w nich starsi ludzie, ci którzy zbudowali je dużo wcześniej, przed powstaniem blokowisk. Teraz infrastruktura osiedlowa tak się rozrosła, że domki te stanowią relikt przeszłości, historię, o której jednak nie łatwo zapomnieć.
Kosik wiele razy pił z kumplami browary przed blokiem i omawiali swoje, na każdym froncie, podboje i sukcesy. Był zwykłym chłopakiem z międzyblokowej podstawówki i absolwentem lokalnej zawodówki. Z koleżkami nie gadali o perspektywach, o tym co będzie kiedyś. Najdalej myślami wybiegał do weekendu. Gdy jednak zostawał sam, jego myśli spowijał niepokój. Bał się tego, że będzie nikim. Sumą jego rozterek było podjęcie pracy w osiedlowym supermarkecie i rozpoczęcie nauki w technikum wieczorowym. Kosik odcinał się powoli od swoich kumpli. Miał zbyt dużo na głowie aby znajdować jeszcze czas na kolegów i imprezowanie. W chwilach, kiedy czuł, że obowiązków miał za dużo, zdarzało mu się upijać w samotności. Coraz częściej ogarniał go ból egzystencjalny- choć sam nie był do końca świadomy co to jest.
Przechodził okresy, w których już nie wytrzymywał. Stwierdzał, że dość ma takiego życia, że musi coś zmienić. Pracował, uczył się, całymi dniami wciąż zajęty, zero wytchnienia. W weekendy odrabiał godziny w supermarkecie. Miał mało czasu dla siebie- wtedy spał. Katorżnicze tempo życia wiodło jego myśli ku łatwiejszym, prostszym i szybszym formom nabywania pieniędzy. Bał się tych myśli, ponieważ brnął w nich czasami za daleko. Dopuszczał wyobrażenia o popełnieniu zbrodni w imię wzbogacenia. Myśli tych było tym więcej, im więcej i ciężej pracował.
Od kiedy pamiętał, w jednym z domków jednorodzinnych, które tkwiły między blokami, mieszkała samotnie staruszka. Dom ten znajdował się kilka kilometrów od jego miejsca zamieszkania, ale ze względu na swoje znajomości w środowisku blokersów wiedział o nim „wszystko”. Od dawna wszyscy żyli plotką, że staruszka jest wybitnie bogata, że w swoim domu ma zgromadzone cenne pamiątki i oszczędności życia. Kosik przechodził obok tego domu codziennie w drodze do pracy. Zawsze wtedy rozmyślał jakież to bogactwa kryją ściany owego domu. Inną sprawą był fakt, że dom stał na terenie, na którym plan zagospodarowania przestrzennego przewidywał budowę drogi publicznej. Staruszka od lat blokowała w sądach wywłaszczenie. Obiegowe informacje potwierdzały, że staruszka ma tak ogromne zbiory cennych pamiątek, że nie miałaby ich gdzie umieścić po ewentualnej przeprowadzce. Dom był jej twierdzą.
Pewnego dnia Kosik przechodząc obok domu staruszki zauważył, że furtka jest uchylona. Ciekawość nakazała mu zatrzymać się i zerknąć co jest za furtką. Wsunął głowę za ogrodzenie, a potem wszedł kilka kroków na teren ogródka. Za ścianą wysokiego żywopłotu rozciągał się zaniedbany trawnik. Przez jego środek biegł popękany chodnik, wprost do drzwi wejściowych domu. Kosik był już w środku, nie miał nic do stracenia. W całej rozciągłości swojego gównianego i monotonnego życia miał szansę na doświadczenie czegoś świeżego. Raz kozie śmierć, powiedział i podszedł do drzwi domu. Stał przed nimi i zastanawiał się co dalej- pukać, dzwonić, wchodzić, co dalej? Złapał delikatnie za klamkę i przycisnał ją. Drzwi były otwarte. Wszedł do środka. Ściany korytarza zdobiły trofea myśliwskie. Czuł się jak w królestwie kłusownika, a nie w domu staruszki. Martwe oczy orłów, niedźwiedzi, kuropatw, saren i innych patrzyły na niego beznamiętnie i przenikliwie, jakby chciały powiedzieć: uważaj! Sam nie wiedział dlaczego idzie dalej. To chyba ciekawość tego co ujrzy była silniejsza od niego. Zaczynał się bać, ponieważ było śmiertelnie cicho. Idąc przez szeroki korytarz mijał komody zastawione kryształami i srebrami. Wysoko pod sufitem zawieszone były półki, na których spoczywały zakurzone, stare książki. Czuł się jak w muzeum. Przekonywał się, że plotki są prawdą, że staruszka posiada ogromne bogactwo. Wszedł do salonu, gdzie obok starego zegara wisiała szklana witryna. Na jej półkach leżała biżuteria, mnóstwo biżuterii. Kosik był mocno spięty. Z jednej strony był gotowy brać wszystko co wydawało mu się cenne i uciekać, a z drugiej walczył ze swoim sumieniem, które kazało mu wyjść z tego domu i o pokusach zapomnieć.
Nagle usłyszał w korytarzu skrzypienie drzwi. Obrócił się najciszej jak potrafił i skierował kroki w kierunku wyjścia. Po minięciu manekina przybranego w srebrną zbroję ujrzał po lewej stronie poruszane wiatrem drzwi. To one skrzypiały. Już miał wychodzić z domu, ale postanowił wrócić, odchylić drzwi i zobaczyć co jest za nimi. Tak też zrobił, a jego oczom ukazał się obraz staruszki, która z wielkim trudem przemierzała drogę z piwnicy po stromych, drewnianych schodach. Była przygarbiona i nie zauważyła Kosika. Dopiero tuż przed nim uniosła głowę i ujrzawszy chłopaka zaczęła krzyczeć. Była blisko niego, raptem dwa schodki. Uniosła drewnianą laskę i zaczęła okładać nią Kosika. Ten w odruchu, jaki towarzyszył mu w chwili przerażenia, uderzył babkę w głowę. Ta straciła przytomność i zleciała po dwudziestu jeden stromych schodach wprost na betonową posadzkę piwnicy. Kosik był w szoku. Zbiegł na dół. Babka nie żyła. Niczego nie dotykał. Wybiegł z domu. Uciekł.
Po osiedlu rozeszła się jak burza, informacja o śmierci staruszki. Niewyjaśnione okoliczności zbrodni badała policja, która poinformowała publicznie, że to była zbrodnia, a sprawcy czynu depczą po piętach. Tak naprawdę niczego nie wiedzieli. Wersja była taka, że babka spadła ze schodów podczas dźwigania kompotu z piwnicy. Kosik był jednak zdruzgotany. Wyrzuty sumienia nie pozwalały mu spać. Myśl o tym, że śmierć bezbronnej staruszki to jego wina, wyniszczała go. Zaczął więcej pić i palić. Coraz mniejsza ilość snu osłabiała jego organizm. Dusił się myślami. Jego tajemnica powoli go zabijała. Pomimo tego nie chciał sam zgłosić się na policję i opowiedzieć jak było naprawdę. Uważał, że nikt mu nie uwierzy. Wolał zostać z tym sam, wolał dźwigać to brzemię do końca życia.
Dom i teren wokół niego, które pozostawiła po sobie staruszka, były przedmiotem zainteresowania władz lokalnych. W miejscu gdzie stał, miała bowiem przebiegać droga. Uparta staruszka latami blokowała ten projekt. Teraz sprawa wydawała się sama przez się załatwiona. Było by tak, gdy by nie testament staruszki. Od wielu lat była sama. Jej najbliższa rodzina zmarła wcześniej od niej. Wszystko co miała zapisała w testamencie dzieciom siostrzenicy swojego wuja od strony ojca jej przybranej siostry, a jej ojczyma. Imion tych dzieci nie znała. W testamencie doprecyzowała jednak imię i nazwisko owej siostrzenicy.
Z uwagi na ogromny majątek, jaki pozostawiła po sobie staruszka, oraz brak jednoznacznych informacji o miejscu pobytu spadkobierców, sprawa spadkowa toczyła się latami. Opieszałość sądów i brak precyzyjności prawa sprowadzał całą sprawę na manowce.
Kosik, po śmierci staruszki, zmagał się ze swoim sumieniem. Wybrał drogę tajenia prawdy, która to droga wyniszczała go psychicznie i fizycznie. Zaczął ćpać. Pewnej nocy postanowił zakończyć te męki. Powiesił się.
Odnaleziono spadkobierczynię staruszki, ową siostrzenicę. Okazała się nią matka Kosika. Spadek staruszki przejął skarb państwa.
Kosik wiele razy pił z kumplami browary przed blokiem i omawiali swoje, na każdym froncie, podboje i sukcesy. Był zwykłym chłopakiem z międzyblokowej podstawówki i absolwentem lokalnej zawodówki. Z koleżkami nie gadali o perspektywach, o tym co będzie kiedyś. Najdalej myślami wybiegał do weekendu. Gdy jednak zostawał sam, jego myśli spowijał niepokój. Bał się tego, że będzie nikim. Sumą jego rozterek było podjęcie pracy w osiedlowym supermarkecie i rozpoczęcie nauki w technikum wieczorowym. Kosik odcinał się powoli od swoich kumpli. Miał zbyt dużo na głowie aby znajdować jeszcze czas na kolegów i imprezowanie. W chwilach, kiedy czuł, że obowiązków miał za dużo, zdarzało mu się upijać w samotności. Coraz częściej ogarniał go ból egzystencjalny- choć sam nie był do końca świadomy co to jest.
Przechodził okresy, w których już nie wytrzymywał. Stwierdzał, że dość ma takiego życia, że musi coś zmienić. Pracował, uczył się, całymi dniami wciąż zajęty, zero wytchnienia. W weekendy odrabiał godziny w supermarkecie. Miał mało czasu dla siebie- wtedy spał. Katorżnicze tempo życia wiodło jego myśli ku łatwiejszym, prostszym i szybszym formom nabywania pieniędzy. Bał się tych myśli, ponieważ brnął w nich czasami za daleko. Dopuszczał wyobrażenia o popełnieniu zbrodni w imię wzbogacenia. Myśli tych było tym więcej, im więcej i ciężej pracował.
Od kiedy pamiętał, w jednym z domków jednorodzinnych, które tkwiły między blokami, mieszkała samotnie staruszka. Dom ten znajdował się kilka kilometrów od jego miejsca zamieszkania, ale ze względu na swoje znajomości w środowisku blokersów wiedział o nim „wszystko”. Od dawna wszyscy żyli plotką, że staruszka jest wybitnie bogata, że w swoim domu ma zgromadzone cenne pamiątki i oszczędności życia. Kosik przechodził obok tego domu codziennie w drodze do pracy. Zawsze wtedy rozmyślał jakież to bogactwa kryją ściany owego domu. Inną sprawą był fakt, że dom stał na terenie, na którym plan zagospodarowania przestrzennego przewidywał budowę drogi publicznej. Staruszka od lat blokowała w sądach wywłaszczenie. Obiegowe informacje potwierdzały, że staruszka ma tak ogromne zbiory cennych pamiątek, że nie miałaby ich gdzie umieścić po ewentualnej przeprowadzce. Dom był jej twierdzą.
Pewnego dnia Kosik przechodząc obok domu staruszki zauważył, że furtka jest uchylona. Ciekawość nakazała mu zatrzymać się i zerknąć co jest za furtką. Wsunął głowę za ogrodzenie, a potem wszedł kilka kroków na teren ogródka. Za ścianą wysokiego żywopłotu rozciągał się zaniedbany trawnik. Przez jego środek biegł popękany chodnik, wprost do drzwi wejściowych domu. Kosik był już w środku, nie miał nic do stracenia. W całej rozciągłości swojego gównianego i monotonnego życia miał szansę na doświadczenie czegoś świeżego. Raz kozie śmierć, powiedział i podszedł do drzwi domu. Stał przed nimi i zastanawiał się co dalej- pukać, dzwonić, wchodzić, co dalej? Złapał delikatnie za klamkę i przycisnał ją. Drzwi były otwarte. Wszedł do środka. Ściany korytarza zdobiły trofea myśliwskie. Czuł się jak w królestwie kłusownika, a nie w domu staruszki. Martwe oczy orłów, niedźwiedzi, kuropatw, saren i innych patrzyły na niego beznamiętnie i przenikliwie, jakby chciały powiedzieć: uważaj! Sam nie wiedział dlaczego idzie dalej. To chyba ciekawość tego co ujrzy była silniejsza od niego. Zaczynał się bać, ponieważ było śmiertelnie cicho. Idąc przez szeroki korytarz mijał komody zastawione kryształami i srebrami. Wysoko pod sufitem zawieszone były półki, na których spoczywały zakurzone, stare książki. Czuł się jak w muzeum. Przekonywał się, że plotki są prawdą, że staruszka posiada ogromne bogactwo. Wszedł do salonu, gdzie obok starego zegara wisiała szklana witryna. Na jej półkach leżała biżuteria, mnóstwo biżuterii. Kosik był mocno spięty. Z jednej strony był gotowy brać wszystko co wydawało mu się cenne i uciekać, a z drugiej walczył ze swoim sumieniem, które kazało mu wyjść z tego domu i o pokusach zapomnieć.
Nagle usłyszał w korytarzu skrzypienie drzwi. Obrócił się najciszej jak potrafił i skierował kroki w kierunku wyjścia. Po minięciu manekina przybranego w srebrną zbroję ujrzał po lewej stronie poruszane wiatrem drzwi. To one skrzypiały. Już miał wychodzić z domu, ale postanowił wrócić, odchylić drzwi i zobaczyć co jest za nimi. Tak też zrobił, a jego oczom ukazał się obraz staruszki, która z wielkim trudem przemierzała drogę z piwnicy po stromych, drewnianych schodach. Była przygarbiona i nie zauważyła Kosika. Dopiero tuż przed nim uniosła głowę i ujrzawszy chłopaka zaczęła krzyczeć. Była blisko niego, raptem dwa schodki. Uniosła drewnianą laskę i zaczęła okładać nią Kosika. Ten w odruchu, jaki towarzyszył mu w chwili przerażenia, uderzył babkę w głowę. Ta straciła przytomność i zleciała po dwudziestu jeden stromych schodach wprost na betonową posadzkę piwnicy. Kosik był w szoku. Zbiegł na dół. Babka nie żyła. Niczego nie dotykał. Wybiegł z domu. Uciekł.
Po osiedlu rozeszła się jak burza, informacja o śmierci staruszki. Niewyjaśnione okoliczności zbrodni badała policja, która poinformowała publicznie, że to była zbrodnia, a sprawcy czynu depczą po piętach. Tak naprawdę niczego nie wiedzieli. Wersja była taka, że babka spadła ze schodów podczas dźwigania kompotu z piwnicy. Kosik był jednak zdruzgotany. Wyrzuty sumienia nie pozwalały mu spać. Myśl o tym, że śmierć bezbronnej staruszki to jego wina, wyniszczała go. Zaczął więcej pić i palić. Coraz mniejsza ilość snu osłabiała jego organizm. Dusił się myślami. Jego tajemnica powoli go zabijała. Pomimo tego nie chciał sam zgłosić się na policję i opowiedzieć jak było naprawdę. Uważał, że nikt mu nie uwierzy. Wolał zostać z tym sam, wolał dźwigać to brzemię do końca życia.
Dom i teren wokół niego, które pozostawiła po sobie staruszka, były przedmiotem zainteresowania władz lokalnych. W miejscu gdzie stał, miała bowiem przebiegać droga. Uparta staruszka latami blokowała ten projekt. Teraz sprawa wydawała się sama przez się załatwiona. Było by tak, gdy by nie testament staruszki. Od wielu lat była sama. Jej najbliższa rodzina zmarła wcześniej od niej. Wszystko co miała zapisała w testamencie dzieciom siostrzenicy swojego wuja od strony ojca jej przybranej siostry, a jej ojczyma. Imion tych dzieci nie znała. W testamencie doprecyzowała jednak imię i nazwisko owej siostrzenicy.
Z uwagi na ogromny majątek, jaki pozostawiła po sobie staruszka, oraz brak jednoznacznych informacji o miejscu pobytu spadkobierców, sprawa spadkowa toczyła się latami. Opieszałość sądów i brak precyzyjności prawa sprowadzał całą sprawę na manowce.
Kosik, po śmierci staruszki, zmagał się ze swoim sumieniem. Wybrał drogę tajenia prawdy, która to droga wyniszczała go psychicznie i fizycznie. Zaczął ćpać. Pewnej nocy postanowił zakończyć te męki. Powiesił się.
Odnaleziono spadkobierczynię staruszki, ową siostrzenicę. Okazała się nią matka Kosika. Spadek staruszki przejął skarb państwa.
