Bukiet goździków

Była 6 rano. Jasmine przebudziła się i zaspanym wzrokiem spojrzała na brudne okno przez które do pokoju wpadała struga burego światła. Dzień stanowczo nie będzie słoneczny. Przeszywający ból głowy spowodowany nadmiarem dymu papierosowego w powietrzu dał właśnie o sobie znać i nie miał zamiaru ustępować. Powoli wstała z łóżka, nogą zahaczyła o walające się po podłodze książki, które upadły i przewróciły kubek po kawie. “Niezły tu syf” pomyślała,ale od razu uświadomiła sobie,że od paru tygodni nie umie zebrać się do sprzątania,więc jakim cudem, miałoby to nastąpić dzisiaj? Spojrzała w lustro na swoje ciemnobrązowe, potargane włosy. Na jej zmęczonej twarzy widniały resztki makijażu z poprzedniego dnia,a szczupłe ciało okrywał za duży t shirt z logiem zespołu.Miała wrażenie,że wygląda parę lat starzej,a spowodowane wyczerpaniem zmarszczki już nigdy nie znikną. Postanowiła szybko się ubrać i wyjść z domu zanim obudzi się jej ojciec. Choć było po 6 i wiedziała,że z pewnością pośpi jeszcze długo wolała jak najszybciej ewakuować się z domu. Naciągnęła na nogi czarne spodnie,ubrała odsłaniający kawałek brzucha top i narzuciła na niego koszulę w czerwoną kratę. Poprawiła makijaż oczu czarną kredką i przeczesała włosy. Mimo iż mogłoby się wydawać,że wygląda na zaniedbaną z wczorajszym makijażem i nieuprasowanymi ciuchami to jej wizerunek był już tak przesycony takimi drobiazgami,że i ona i otaczający ją ludzie kompletnie do tego przywykli. Wzięła plecak, w którym miała parę zeszytów i zbiegła po schodach prosto do wyjścia. Wychodząc zerknęła do pokoju gościnnego gdzie na kanapie leżał najprawdopodobniej pijany ojciec. - “Ciekawe, o której wrócił”- pomyślała i otwarła drzwi. Ominęła zaniedbany ogród i skierowała się na chodnik prowadzący do domu Caroline- jej najlepszej kumpeli. Miała ochotę zapalić,ale z racji tego,że wszystkie papierosy wypaliła zeszłej nocy musiała obyć się smakiem. Zawsze tłumaczyła innym i poniekąd samej sobie - Palę jedynie okazjonalnie,jak mam ochotę,spokojnie nie jestem nałogowym palaczem- jednak w tym momencie zaczęła powątpiewać w prawdziwość swoich słów. Doszła do domu Caroline, zazwyczaj przychodziła do niej jeszcze przed szkoła, jadły coś wspólnie, na szybko robiły zadanie i szły do szkoły. Znały się z Caroline od szkoły podstawowej i mimo iż kompletnie się od siebie różniły to zawsze umiały znaleźć wspólny język. Rodzice Caroline traktowali Jasmine jak drugą córkę,dlatego też i w tym momencie bez ostrzeżeń weszła ona do ich domu i zastała rodzinę przy śniadaniu. Wymieniła gorączkowe spojrzenie z Caroline,mówiące,że mają dużo do omówienia.Wiedziała,że Caroline zauważyła jej zmęczenie i pewnie była niebywale ciekawa skąd się ono wzięło. Podeszła do stołu - Witaj Jasmine,siadaj, zaraz zaleje Ci płatki mlekiem- przywitała się Stefanie,mama Caroline. Była wysoką,szczupła kobietą,która za wszelką cene starała się walczyć z czasem i odmładzać się kreacjami,makijażem i innymi drobiazgami. Caroline stanowczo odziedziczyła po niej sporo urody,jednak według Jasmine jej charakter był kompletnie sprzeczny z osobowością jej matki, która musiała mieć zawsze wszystko pod kontrolą,każda spontaniczna, niezgodna z jej wyobrażeniami sytuacja życiowa sprawiała,że traciła ona całkowicie grunt pod nogami i poddawała się narzekając przy tym na swoją egzystencję. Z początku matka Caroline nie tolerowała Jasmine. Z jednej strony starała się ona samej sobie wytłumaczyć odbiegający od jej norm sposób bycia dziewczyny, jednak mimo wielu chęci nigdy do końca nie zaakceptowała Jasmin. Próbowała tego nie okazywać,lecz Jasmine bardzo dobrze wyczuwała wszelkie nieszczere zachowania. Mark,ojciec Caroline natomiast był bardzo optymistyczną osoba,zawsze znajdował wyjście z sytuacji, którtko mówiąc- walczył do końca. Jasmine chyb nigdy nie widziała jego twarzy bez usmiechu. Nawet gdy się denerwował w kącikach jego ust malował się delikatny,ciepły uśmiech. W sumie to tylko dzięki niemu Jasmine mogła pozwolić sobie na tak swobodne zachowanie wśród rodziny Caroline. Gdyby miałoby to zależeć od Stefanie nigdy nie miałaby tak bezpośredniego wstępu do domu przyjaciółki. Mark podniósł swoje radosne oczy znad gazety i uśmiechem powitał wchodzącą Jasmine. Stefani,matka Caroline podała Jasmine miskę płatków z mlekiem mówiąc - Proszę,zjedz coś kochana- . Jasmine uśmiechnęła się kwaśno- nie cierpiała obłudy i udawania,że się kogoś toleruje,tak jak właśnie robiła to Stefanie. Kiedy wraz z Caroline skończyły śniadanie udały się na górę do jej pokoju. Idealnie wysprzątane biurko i tuzin cichów prosto wiszących w szafie zawsze dziwiły Jasmine i sprawiały,że czuła się nieswojo. W końcu ona nawet gdyby wysprzątała swój pokój nigdy nie osiągnęłaby takiego efektu jak Caroline. Nie przy starej podłodze i odrapanych ścianach,które sprawiały,że pokój zawsze wyglądał na niezorganizowany. W sumie to pogodziła się już z tym faktem i czasem nawet zauważała urok swojego małego,ponurego lokum. Caroline ściągnęła t-shirt i podeszła do szafy,aby wybrać strój do szkoły. Była atletycznie szczupła i lekko opalona. Jej szafa uginała się od nadmiaru ciuchów,dlatego bardzo często pożyczała coś Jasmine. Jak zwykle idealnie dobrała strój i zabrała się za robienie delikatnego makijażu. Jasmine i tak uważała,że go nie potrzebuje,ale Caroline podatna na wpływy otoczenia nie umiałaby się przyznać innym malującym się dziewczynom,że nie używa nawet szminki do podkreślenia naturalnie lekko czerwonawych ust. - I jak wyglądam?- spytała z szerokim uśmiechem Caroline - Przecież wiesz co powiem… naprawdę musisz się aż tak dowartościowywać?- odpowiedziała z zadziorną miną Jasmine - Oj tam normalne pytanie, powiedziałabyś mi coś miłego- powiedziała z lekkim wyrzutem Caroline- Ależ ciągle mówię- odparła ironicznie Jasmine - Dobra, królowo komplementów musimy się zwijać do szkoły,chodź umyjemy tylko zęby i ruszamy na podbój chemii i geografii. Nie wiem jak wytrzymam dzisiejszy dzień - westchnęła Caroline i skierowała się w kierunku łazienki. Jasmin poszła za nią. Czasem czuła się dziwnie z faktem,że u obcych jej poniekąd ludzi ma nawet własną szczoteczkę do zębów,ale parę lat tej samej porannej rutyny sprawiły,że już chyba nikt z domowników nie zwracał na to uwagi. Dziewczyny wyszły na ścieżkę prowadzącą na przystanek autobusowy. W końcu miały czas,żeby rzeczowo porozmawiać.
-Ok, nareszcie poza domem. Czasem mam wrażenie,że moja matka ukrywa się w szybach wentylacyjnych,żeby podsłuchiwać moje rozmowy. Wyglądasz dziś na bardzo zmęczoną i znowu nie zmyłaś wczorajszego makijażu. Ile razy mam Ci mówić,że niszczysz sobie tylko cerę dziewczyno. Opowiadaj co z Alexem?- zapytała Caroline z cierpkim uśmiechem spowodowanym faktem o jej zaborczej matce. - Nie ma nic do opowiadania. Naprawdę to już koniec. Nawet nie umiem rozpaczać, pozostał mi tylko gniew.- odpowiedziała Jasmin ze spuszczoną głową i wpatrzonymi w ścieżkę oczami. - Ale jak to nie ma co opowiadać. Co się wczoraj wydarzyło? Dzisiaj naprawdę wyglądasz bardzo źle- zauważyła zmartwiona Caroline - Nie odpuszczasz,prawda? Wiem,że źle wyglądam, nie spałam praktycznie pół nocy. Połowę przepłakałam,a druga połowę...przepaliłam. Paliłam jednego papierosa za drugim,do obrzygania. Kiedy zaczęło mi się już kręcić w głowie od dymu i zmęczenie zasnęłam.- wciąż nie patrząc na Caroline mówiła zachrypniętym głosem. - O boże… czyli… zerwaliście?- Caroline chciała to delikatniej ubrać w słowa,ale wiedziała,że Jasmine nie lubi owijania w bawełnę - Tak, zerwaliśmy. Wiesz co, z jednej strony nie wiem co mam ze sobą teraz zrobić,z drugiej wiem,że zakończyłam coś co tylko ściągało mnie w dół.


Dzień wcześniej

Od dłuższego czasu już im się nie układało. Ona chciała to jeszcze ratować. On był coraz to bardziej obojętny. Wiedziała,że coś jest na rzeczy,ale bała się to otwarcie przyznać.

Jasmine stanęła przed lustrem i zastanawiała się co ubrać. Wiedziała,że nie ma sensu się dla niego stroić,bo i tak niczego to nie wniesie do ich związku. Klasycznie ubrała za dużą koszulę,prześwitujący obcisły t-shirt który niegdyś pożyczyła od Caroline i czarne spodnie. Włosy związała w niedbałego koka, w którym mimo wszystko zawsze wyglądała dobrze. Podkresliła oczy kredką i tuszem i okzjonalnie nałożyła na usta burgundową pomadkę. Czuła się silniejsza w mocnym makijażu, wiedziała,że czeka ją ciężka rozmowa,w której musi być stanowcza,musi dominować.Spojrzała w róg pokoju,gdzie na starej szafce nocnej stał wazon z goździkami. Pamiętała jak kiedyś mama namiętnie sadziła je w ogrodzie i w każdej wolnej chwili poświęcała im czas. Po prostu kochała te kwiaty. Ale to działo się kiedyś,teraz ogród był stertą kamieni i ciemnozielonych bylin. Mimo to Jasmine zawsze kupowała bukiet goździków na lokalnym targu. Przywoływały ciepłe wspomnienia i dawały jej ciężką do sformułowania siłę. Zabrała skórzany plecak, w którym miała portfel,klucze,słuchawki,telefon i paczkę papierosów. Zeszła po schodach kierując się do wyjścia. Jej ojca nie było,pewnie szwędał się po barach i znów robił z siebie życiowego nieudacznika. Nie patrząc się w kierunku ogrodu ominęła go odganiając od siebie bolesne wspomnienia. Szła stanowczo chodnikiem,zimny wiatr otulał ją swoim chłodem. Jak zwykle ubrała się za lekko. Założyła słuchawki i włączyła muzykę. Otoczenie było mroczne,co jakiś czas mijała dające nędzne światło latarnie i świecące szyldy sklepów. Skierowała się w kierunku mostu,gdzie zawsze spotykała się z Alexem. Tam się poznali i tam praktycznie zawsze się spotykali. Stanęła przy ścianie pokrytej obraźliwymi graffiti i czekała. Wiatr ustał,została tylko tępa cisza. Wyłączyła muzykę,zaczęła ją denerwować. Usiadła na małym murku obok ściany i wpatrywała się w panoramę miasteczka. Nienawidziła tego miejsca. Za dużo tu przeżyła. Chciała stąd uciec,ale dotąd tylko on ją tu zatrzymywał. Był promykiem na tle tego całego przeklętego mroku. Nagle usłyszała kroki. Obróciła się i ujrzała jego sylwetkę. Z daleka zawsze wyglądał na dobrze zbudowanego,jednak patrząc z bliska można było dostrzec,że stanowczo nie ćwiczy za dużo. Podchodził powoli,z posępną miną. Jego spojrzenie wyglądało na znudzone i obojętne. Jasmine to zabolało. Podszedł do niej i niedbale ucałował ją w usta. Odrobina szminki odbiła się na jego wargach,jednak było to niezauważalne. Miał poważną minę,też czuł,że to nie będzie łatwa rozmowa.
Proszę bardzo ile świateł. Tyle ludzi siedzi sobie w swoich domach i pewnie uwielbia to zasrane miasto i to jak bardzo ich ono dusi. Mam ciary kiedy o tym pomyślę- rozpoczęła rozmowę Jasmine
To,że ty nienawidzisz tego miejsca nie znaczy,że każdy musi to czuć- odparł chłodno Alex
Wiem,ale gdyby każdy z nich miał w sobie choć trochę nienawiści do tego miasta to chociaż staraliby się je zmienić.- nie dawała za wygraną Jasmine
W sumie trochę w tym racji- zgodził się z jej uwagą Alex i obaj znów pogrążyli się w ciszy. Czas nagle płynął wolno,powietrze było ciężkie,a światło miasta stawało się jeszcze bardziej uciążliwe. Jasmine wiedziała,że on pierwszy nie zacznie rozmowy. zebrała się na odwagę. - Słuchaj,wiesz,że nie owijam w bawełnę. Nie wiem co się dzieje,czemu nam, się nie układa. Zmieniłeś się i nie wiem dlaczego-
Spojrzał rozgoryczonym wzrokiem,zauważyła to,ale zignorowała. - Nie wiem co chcesz usłyszeć. Nie wiem jak mam się zachowywać,żebyś mogła stwierdzić,że się nam układa. Nie zmieniłem się, wmawiasz sobie rzeczy,które nie mają miejsca- powiedział to bez większych emocji,jednak zacisnął pięści, denerwował się. - Ok,widzę,że ta rozmowa nie ma większego sensu,bo obaj tylko przerzucamy się gównem. Układało nam się kiedyś,teraz coś się spieprzyło i obaj nie wiemy co. Ja wiem tylko,że stałeś się dziwnie obojętny i mam wrażenie,że denerwuje Cię moja osoba- powiedziała to prawie na bezdechu. - Wiesz co- tak denerwujesz mnie. Nigdy tego nie czułem,zawsze miałem wrażenie,że w tym wszystkim przez co przechodzisz ja jestem dla ciebie ostoją. A ostatnimi czasy mam wrażenie,że jestem dla ciebie tyle warty co te całe miasto,czyli nic- emocje wzięły górę i nie zdołał już utrzymać swojego bezosobowego tonu. Zaniemówiła. Uderzyło ją to co powiedział. Był jedyną osobą,która trzymała ją w tym mieście, był dla niej jedynym szczęściem w całym nieszczęściu. - Przykro mi,że tak to odbierasz- odparła po chwili namysłu- akurat co jak co,ale w życiu nie porównałabym Cię z tym miastem. Nasza relacja była ponad to wszystko,ale chyba moją nienawiścią przegięłam.
-Oj stanowczo przegięłaś, gdybyś nie koncentrowała się tylko nad tym jak tobie jest tu źle,nic by się nie zmieniło- dodał z wyrzutem
- Wiesz co zmiany sa potrzebne- jej twarz skamieniała i mówiła chłodnym tonem- Czy ty mnie jeszcze kochasz?- zapytała
Popatrzył na nią lekko zdziwiony pytaniem,ale na miejsce zaskoczenia znów wrócił gniew. Spojrzał na nią z kpiną i odparł - Nigdy Cię nie kochałem-
Coś przeszyło jej umysł. Jakaś nieuchwytna emocja,której już chyba nigdy nie poczuje. Skuliła się w sobie,czuła jak się zapada. Spojrzała na niego pustym wzrokiem. Czuła jak wypełnia go złość. Chwyciła plecak,chciałaby coś powiedzieć,ale nie znalazła właściwych słów. Wiedziała,że wszystko co powie będzie brzmiało w tym monecie żałośnie. Rzuciła mu ostatnie spojrzenie. Chciała zapamiętać jego minę,ale składało się na nią tyle emocji,że było to niemożliwe. Odwróciła się i zaczęła iść w kierunku drogi prowadzącej do domu. wciąż miała nadzieję,że Alex ją zawoła,że powie,że go poniosło. Oddalała się normalnym tempem,aby nie pomyślał,że na coś liczy. Nie usłyszała jego głosu. Ostatnie słowa jakie zawisły w powietrzu między nimi były tak ciężkie,że nie było sposobu,aby je złagodzić.

Wbiegła po schodach do pokoju. Emocje wzięły górę i zawładnęły jej ciałem. Dotąd zachowywała się niezwykle spokojnie i już miała nadzieję,że kryzys ją ominie. Nie ominął. Kopnęła stertę książek leżących przy biurku,ściągnęła koszulę i cisnęła nią na krzesło. Zaczęła gorzko płakać. Nic nie rozumiała. Chłopak, w którego ramionach tonęła jak kamień podczas sztormu,osoba,która dawała jej siłę umiała ja tak zranić. Nie wierzyła w to. Przed oczami miała wciąż sobotnie popołudnia kiedy obaj leżeli wtuleni w siebie i zastanawiali się co zrobić na kolacje. Kiedy szli do lokalnego sklepu i podkradali tamtejsze bułki. Po kolacji siadali na tarasie i rozmawiając palili setki papierosów,wciąż usprawiedliwiając się,że palą okazjonalnie. Bolały ją te wspomnienia. Nagle jej uwagę przykuł wazon goździków. Wstała i strąciła go z szafki. Poczuła nienawiść do wspomnień. Dotarło do niej,że faktycznie ostatnio za bardzo koncentrowała się nad swoją niechęcią do otaczających ją ludzi i miasta,ale słowa które padły z jego ust były jeszcze bardziej okrutne. Nie wierzyła,że tak myśli,jednak mimo wszystko to powiedział. Wyciągnęła z plecaka paczkę papierosów. Zaczęła palić jeden za drugim. Nie otwarła okna,dym wypełnił całe pomieszczenie. Nie zwracała na to teraz uwagi..

***
Za wszelkie literówki z góry przepraszam ;)
Dodał/a: emka06 w dniu 8-05-2019 - czytano 107 razy.
Słowa kluczowe: miłość zerwanie przyjaźń płacz chłopak emka06

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Bukiet goździków"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)