Bo to miłość. Rozdział 1

Mam już tego serdecznie dość! Moje rodzice myślę, że mogę mną rządzić i że będę robić co tylko będą chcieli. Cały czas myślę, że nadal mam 5 lat tylko fakt jest taki, że mam 17 i niedługo będę dorosła. W ogóle nie liczą się z moim zdaniem. Mamy rodzinną firmę Black Company, które ma swoje odziały prawie wszędzie. Rodzice przesiaduję tam całymi dniami całkowicie zapominając o mnie. Zazwyczaj przypominają sobie o mnie jak coś zrobię i muszę wkroczyć do akcji czyli jakiś obiad ze znajomymi czy coś. Jestem wybuchową i chamską dziewczyną, która chciałaby mieć przyjaciół, ale nie jest to możliwe. W żadnym mieście nie mieszkałam dłużej niż pół roku. Cały czas żyje na walizkach i nie mam szans z nikim się bliżej poznać bo wiem, że w każdej chwili rodzice mogę kazać spakować mi walizki. Strasznie mnie to wkurza. Chciałabym zamieszkać gdzieś na stałe i zapoznać kogoś, mieć jakieś przyjaciół i może nawet chłopaka. Rozumiecie to mam 17 lat i nigdy nie miałam chłopaka ok wiem, że to nie jest jakie wielki dramat, ale ja rzadko kiedy nawet z nimi rozmawiam. Rodzice praktycznie co miesiąc zmuszają mnie na pójście na jakiś głupi bankiet i udawać grzeczną córeczkę, którą oczywiście nie jestem. Na tych bankietach jest zawsze tak sztywno, że po prostu robi się niedobrze i jeszcze gadanie z jakieś nudziarzami okropne. Moje częste przeprowadzki są związane z tą jebaną firmą. Moje wyniki w szkole są nijakie, bo rzadko kiedy do niej chodzę. Uważam, że nie mam sensu się klimatyzować i poznawać nowe osoby skoro i tak zaraz wyjadę. Wielokrotnie bywałem w tych samych miastach kilka razu, ale zazwyczaj wybrałam inną szkołę. Rodzice całe szczęście pozwalają mi wybrać szkołę do której i tak nie chodzę. Zazwyczaj to wygląda tak, że wszyscy idziemy do dyrekcji i podpisujemy papiery, chodzę jakieś dwa dni do szkoły żeby jak to mama stwierdziła dobrze się pokazać, a później idę kiedy chce, po dwóch lub trzech miesiącach rodzice oznajmiają, że wyjeżdżamy, idziemy wypisać mnie ze szkoły i tak w kółko. W żadnym mieście nie mam domu, bo oczywiście moim rodziciele stwierdzili, że to nam nie potrzebne, więc cały czas mieszkam w hotelach. Teraz mieszkamy z Kalifornii, a dokładnie z Los Angeles już jakieś trzy miesiące, więc spodziewam się niedługo wyprowadzki. Szczerze to się nawet cieszę, bo rzygać mi się chce jak cały czas siedzę w tym czystym pokoju hotelowym całymi dniami. Raz na jakiś czasy wyjdę na zewnątrz, ale raczej siedzę w pokoju lub na tarasie i pale papierosy. Można powiedzieć, że jestem uzależniona od fajek, ale rodzice się w ogóle nie przejęli tym, że palę. Oczywiście są tu boskie imprezy, na których się pojawiam żeby się napić i potańczyć, ale jaki już wcześniej wspominałam z nimi się bliżej nie poznałam. Raczej rzadko kiedy się przedstawiam, bo po co komuś moje imię jaki i tak się więcej nie spotkamy.
- Jessica jesteś?- W pokoju rozbrzmiał głos mamy.
- Nie! Uciekłam.- Przekręciłam się na drugi bok. Tak leżę teraz w łóżku, a jest chwila…13:15. To nic nowego ja tak zawsze. Rodzice weszli do mojego pokoju i stanęli przy łóżku.
- Nie przesadzasz trochę jest już po południu, a ty jeszcze w łóżku.- Odezwał się tata otwierając okno żeby wpuścić trochę świeżego powietrza.
- Dobrze mi tu. Czego chcecie?- Pojrzałam na nich spod kołdry. Moje relacje z rodzicami są...tak jakby ich w ogóle nie było. Nie mam z nimi żadnej więzi. Od urodzenia byłam wychowywana przez opiekunki. W każdym mieście miałam nową „ ciocie” która się mną zajmowała. Fajnie prawda? Nigdy chyba nie zrozumiem jak firma może być ważniejsza niż ja. Oczywiście rodzice powiedzieli mi, że byłam nie planowanym dzieckiem, ale jak już się dowiedzieli to się cieszyli. Jak byłam mała chciałam mieć rodzeństwo i właśnie wtedy rodzice mi powiedzieli, że jestem ich jedynym dzieckiem i to się nigdy nie zmieni. Pogodziłam się z tym, że będę zawsze sama. Najbardziej się wkurzyłam jak rodzice ograniczyli moje kontakty z dziadkami do zera. Wiele razy kłóciłam się z nim przez to. Chciałabym pojechać do Buenos Aires do dziadków. Tam się urodziłam i tam spędziłam pierwsze trzy lata swojego życia. Nie byłam tam już 7 lat, bo rodzice jak oni to mówią nie moją tego w planach.
- Jessica jest wtorek. Znów nie byłaś w szkole dlaczego?- Strasznie wkurzają mnie takie rozmowy. Nigdy nie obchodziła ich moja edukacja.
- Po co mam tam chodzić. To bez sensu.- Dobrze wiedzą dlaczego nie chce chodzić i równie dobrze widzą, że to ich wina.
- Może przynajmniej wyszła być na dwór i….- Przerwałam ojcu.
- I co ? Spotkała się ze znajomi których nie mam?- Wstała z łóżka stając obok nich.
- Skarbie nie przesadzaj możesz przecież się z kimś zaprzyjaźnić.- Te słowa jeszcze bardziej mnie wkurzyły. Czy ona myśli, że nie chce mieć koleżanek? Oczywiście, że chce.
- Tak ja się z kimś zaprzyjaźnię, a wy powiecie, że wyjeżdżamy i wszystko zniszczycie tak jak zawsze.
- Skoro tak uważasz to siedź tu zamiast korzystać z takiego pięknego słońca i miejsca.- To co powiedziała mama jest nawet zabawne.
- Miejsca? W Los Angeles jesteśmy już trzeci raz i nic się tu nie zmieniło, no poza tym, że mieszkamy w innym hotelu.- Nigdy nie mieszkaliśmy w tym samym hotelu dwa razu. Jako ważne osoby mieszkamy w najlepszych hotelach. Oczywiście moglibyśmy wynająć mieszkanie, ale rodzice nie chcę. Te hotele mnie wkurzają. Zastanawiacie się pewnie jak można w ogóle mieszkać w hotelu kilka miesięcy? Otóż my możemy, bo rodzice coś tak załatwiają i więcej płacą. Wiecie ma się kasę to ma się wszystko.
- Niedługo planujemy wyjechać, bo jeden z oddziałów naszej firmy słabo sobie radzi, ale termin jeszcze nie jest ustalony, więc naciesz się tym miastem i wyjdź w końcu z tego pokoju.- Tata zmienił ton z miłego na rozkazujący. I tak dobrze wie, że go nie posłucham się więc po co to mówi. Już od dawna sama decyduje o sobie, a jedynym o czym oni decydują to miejsce mojego zamieszkania.
- Już możecie sobie iść, bo przeszkadzacie mi w odpoczywaniu.- Rzuciłam się na łóżko i przykryłam kołdrą. Usłyszałam głośne westchnięcie, a po chwili zamykające się drzwi. Podniosłam się z łóżka i wyszłam na taras żeby zapalić, bo oczywiście w pokoju nie można. Są jakieś czujniki dymu i jakbym zapaliła w pokoju to alarm by się włączył i postawiłabym cały hotel na nogi. Chociaż to by było zabawne. Może dziś wyskoczę na jakąś imprezę w końcu i tak nic lepszego nie mam. Przynajmniej się pobawię. Gasząc szluga usłyszałam pukanie do drzwi. Czyżby znów rodzice? Ale nie to na pewno nie oni, bo oni nie pukają tylko po prostu wchodzą.
- Proszę.- Wróciłam do pokoju i zamknęłam drzwi tarasowe. W drzwiach stanęła młoda dziewczyna z obsługi.
- Panno Black chciałam tylko spytać czy przenieść obiad do pokoju czy zejdzie pani do jadalni?- Całkiem zapomniałam o jedzeniu. Już obiad jak ja nawet śniadanie nie jadłam, ale to żadna nowość.
- Zejdę dziękuję.- Wiem co sobie teraz myślicie ona i takie słownictwo? Ale raczej nie używam często takich słów. Personel hotelu jest nawet miły, więc ja również jestem miła, ale jak ktoś mnie wkurza to już robię się chamska. Dziewczyna uśmiechnęła się i wyszła z mojego pokoju. Podeszłam do szafy, w której jest część moich ubrań, bo druga część jest w walizkach, które czekają na następną podróż. Wyjęłam czerwoną bluzkę na ramiączka i jasne szorty. Prysznic i makijaż zajęły mi koło 30 min. Z pokój wyszłam o 14 i poszłam prosto na jadalni gdzie przy duży stole siedzieli rodzice z jakimiś ludźmi. Ojej kurde znów udawanie dobrej córeczki. Ze sztucznym uśmiechem podeszłam do stolika.
- Dzień dobry.- Stanęłam pomiędzy krzesłem mamy i taty.
- O kochanie jesteś już. Peter, Kate, Lily, Morgan poznajcie naszą córkę Jessice.- Uśmiechnęli się do mnie miło po czym usiadłam przy stole zajmując się tym co mam na talerzu. Podczas posiłku dowiedziałam się, że osoby towarzyszące nam przy obiedzie to znajomi rodziców, którzy też mają swoją firmę podobna do Black Company. Szczerze już po godzinie miałam ochotę stamtąd iść, ale gdy chciałam wystać mama złapała mnie za rękę patrząc groźnym wzrokiem przypominając mi, że mam być grzeczna, więc spędziłam przy obiedzie 2 i pół godziny. Gdy już wróciłam do pokoju odetchnęłam z ulgą. Dochodzi już 17 więc koło 20:30 trzeba będzie zbierać się na imprezę. Mam jeszcze 3 i pół godziny, więc może sobie poleżę i pomyślę. Choć nie już nie chce myśleć i tak za dużo myślę ostatnio.
- Jessica.- Oczywiście po co pukać przecież można od tak wtargnąć do mojego pokoju.
- Nie umiesz pukać?- Spojrzałam na mamę.
- Ty znów leżysz na łóżku. Może poszła byś z nami na spacer?
- Już i tak dużo czasu z wami spędziłam, więc na dziś wystarczy.- Wstałam i wyszłam na taras.
- Dlaczego taka jesteś?- Mama poszłam za mną.
- Możesz już sobie iść chce zostać sama.- Spojrzałam jej w oczy wyciągając szluga i zapalniczkę. Bez słowa wyszła z pokoju. Mocno się zaciągnęłam i wypuściłam dym z płuc. Zdenerwował mnie tym pytanie dobrze wie dlaczego więc po co pyta. Już nie raz wykrzyczałam im w twarz, że niszczę mi życie i że mam dość tych przeprowadzek. Zgasiłam papierosa i chyba wezmę długą relaksującą kąpiel. Po godzinie wyszłam z wanny naprawdę zrelaksowana. Została mi godzina, więc pora na makijaż i ubranie. Nie lubię chodzić w sukienkach dlatego zostanę przy szortach i bluzce. Wyjęłam z szafy turkusową bluzkę i ciemne szorty. Makijaż zrobiłam dosyć mocny, a długie blond włosy zostawiłam rozpuszczone. Gotowa zabrałam jeszcze telefon i wyszłam z pokoju. Przed hotelem stoją przez całą dobę taksówki, więc nie mam problemu z dojazdem. Wsiadłam do pierwszej taksówki i poprosiłam, że kierowca zawiózł mnie do najlepszego klubu. Po 20 min stała już przed klubem i weszłam do środka. Muszę przyznać, że jak na wczesną godzinę jest dość dużo ludzi. Pierwsze co to poszłam do baru żeby się napić. Bez tego nie ma zabawy.
- Czystą.- To jedno słowo wystarczyła żeby barman postawił przede mną kieliszek wódki, który wypiłam na jednym wdechu bez popicia. Barman uśmiechnął się zalewając mi kolejne mówiąc, że to na koszt firmy. Uśmiechnęłam się i opróżniłam go szybko tak jak poprzedniego ruszając na parkiet. Zabawę czas zacząć w końcu niedługo opuszczam to miejsce. Na początku było całkiem fajnie, ale po godzinie zrobiło się naprawdę ciasno. W ogóle nie można się ruszyć. Super impreza. Teraz się zastanawiam po co w ogóle tu przyszłam. Chciałam się pobawić, a nie żeby jacyś ludzie się o mnie ocierali z powodu braku miejsca. Zła wyszłam z klubu. Wyjęłam telefon i na wyświetlaczu pojawiła mi się 22. Nie mam zamiaru tak wcześnie wracać do hotelu. Jest tak ciepło, że spacer to dobra opcja. Ulice są oświetlone, więc nie mi się nie stanie. Z resztą sporo ludzi jeszcze spaceruje. Wieczór jest najlepszy na rozmyślenia. Skręciłam w stronę jakiegoś parku. Nie chce mi się daleko iść, bo później nie trafię do…hotelu. Bardzo chciałabym powiedzieć domu, ale nie mam go. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Rodzice nawet nie wiedzą jak mnie ranią. Poza pieniędzmi nie mam nic. Nie wiem co to znaczy przyjaźń, bo nigdy nie miałam koleżanki, nie mówiąc już o koledze. Miłość? Słowo praktycznie w ogóle mi nie znane. Nie wiem czy kiedyś je poznam. Usiadłam na ławce i zamknęłam oczy. To co się dzieje w moim życiu to wina moich rodziców. Nawet nie zapytali czy chce tak żyć, tylko sami zdecydowali. Mogli mnie zostawić z babcią i jestem pewna, że była bym teraz szczęśliwa. Nie musiała bym przynajmniej udawać kogoś kim nie jestem, a jest to czasami naprawdę męczące. Czekam tylko do swoich osiemnastych urodzin żeby uwolnić się od rodziców. Niestety do tego momentu zostało jeszcze sporo czasu i muszę tu przeżyć. Koło północy zadzwoniłam po taksówkę i wróciłam do hotelu. Nie chce już dłużej myśleć nad tym co mnie boli. Wróciłam do hotelu i od razu poszłam spać.
Miałam piękne sen i bardzo dobrze mi się spało, ale oczywiście ktoś w środku nocy musiał wtargnąć do mojego pokoju.
- Jessica wstawaj.- Ktoś, a właściwie to mama, bo poznałam po głosie lekko kołysze moim ciałem.
- Zostaw mnie.- Mruknęłam niewyraźnie.
- Jest już 12 wstawaj zaraz mamy obiad służbowy.- O nie zaczyna się rola grzecznej córeczki.
- Jest środek nocy idź sobie.- Przekręciłam się na drugi bok.
- Proszę cię wstawaj.- Zabrała mi kołdrę.
- Oddawaj.- Otworzyła oczy.
- Ubieraj się i zejdź zaraz na obiad.
- Nigdzie nie idę.- Przykryłam się i zamknęłam oczy. Nie mam ochoty teraz udawać perfekcyjnej córeczki. Wkurza mnie to, że codziennie obiad jemy z jakieś obcymi dla mnie ludźmi i cały czas musze się uśmiechać. Do pokoju wszedł ojciec.
- Nie chce wstać?- Spytał mamę.
- Mówi, że nigdzie nie idzie.
- Dobra jeden obiad może być bez niej powiemy, że źle się czuje. Jessica jeszcze jedno jutro wyjeżdżamy spakuj się.- Na tą wiadomość otworzyłam oczy i spojrzałam na nich.
- Gdzie?- Może wreszcie pojedziemy do Buenos Aires. Było by bosko.
- Do Las Vegas. Jutro po południu bądź gotowa.- I tyle ich widziałam. Moja nadziej wyparowała. Wiem co sobie teraz myślicie. Jakich ona ma rodziców? Ale szczerze to nic dziwnego oni zawsze tacy byli i już się przyzwyczaiłam. Mało co ich obchodzi co się ze mną dzieje, więc mam całkowity luz. Dobrze, że większość rzeczy mam w torbie, więc nie mam dużo pakowania. Ponownie zamknęłam oczy i po chwili usnęłam. Obudziłam się sama z siebie o 15.Trochę się ogarnęłam i pora spakować swoje rzeczy i jeszcze muszę pomyśleć nad jakąś szkoła w Vegas. I tak rzadko się tam będę pojawiać, ale muszę być do jakieś zapisana, a że rodzice są bogaci to nie pozwolą żeby chodziła do byle jakiej i zawsze wybieram te najlepsze i najdroższe. Po godzinie wszystkie ubrania są już w walizka, a ja siadam z laptopem na łóżku. Na fejsie mam tylu znajomych, których w ogóle nie znam, bo to oni mnie zapraszają. Zakładam, że większość to ze szkół do których chodziłam, ale nie wiem. Dostałam jakąś wiadomość od Letti kim kimkolwiek ona jest.
„ Hej kiedy przyjedziesz do szkoły? Organizujemy imprezę i nie wiemy czy będziesz czy nie. Odezwij się.”
To pewnie jakaś dziewczyna z klasy albo ze szkoły. Właśnie ciekawe czy wypisali mnie już z tej szkoły. Ja dalej nie wiedzę sensu chodzenia do szkoły jak co jakieś pół roku się przeprowadzam. Zamknęłam laptopa i ruszyłam z poszukiwaniu rodziców, którzy jak się okazało są u siebie.
- Wypisaliście mnie ze szkoły?- Spytałam od razu na wejściu.
- Właśnie idziemy. Wybrałaś już szkołę w Las Vegas?
- Jeszcze nie, ale zaraz poszukam. Ile tam spędzimy?- Zawsze zadaje to pytanie.
- Planujemy rok żebyś skończyła tam szkołę dlatego wybierz najlepszą.- Rok? Jestem w szoku pierwszy raz będę gdzieś tak długo.
- Ok.- Już miałam wychodzić gdy mama mnie zatrzymała.
- W jadalni czeka na ciebie obiad.- Wyszłam i skierowałam się do jadalni gdzie po chwili dostałam obiad.
- Mogę się przysiąść?- Usłyszałam za sobą męski głos.
- Nie.- Odpowiedziałam nawet nie patrząc na właściciela głosu. Szybko zjadłam i poszła do na spacer. Trochę świeżego powietrza mi się przyda i papierosek. Zauważyłam, że mam strasznie nudne życie, bo w ogóle nic się z nim nie dzieje. Cały czas to samo. Może w Vegas coś się zmieni chociaż wątpię. Chciała bym wrócić do Buenos Aires i zamieszkać z dziadkami. W ogóle nie widuje się z rodziną, bo jeżdżę po świecie, a oni są w Buenos. Szczerze byłam już w tylu miastach, ale uważam, że Buenos Aires jest najpiękniejsze, bo to w końcu moje miasto i na pewno tam wrócę. Czasami chciałabym być zwykłą dziewczyną, która może wszystko i nie ma żadnych zasad, a nie udawać kogoś kim nie jestem. Chciałabym być po postu sobą i robić co tylko chce. Właściwie to robię tylko, że jednak są zasady, że każdy obiad muszę spędzać z rodzicami i ich znajomymi, a jeśli nie obiad to kolacje i tak dzień w dzień. Zawsze nienaganne maniery i kultura. Przed wszystkimi udajemy idealną rodzinkę, ale wcale tak nie jest. Bez przerwy się kłócę z rodzicami albo w ogóle się olewamy. Jestem sama i tak już zostanie. Poczułam wibrację w kieszeni. Mama ciekawe czego chce.
* Stęskniłaś się?
* Gdzie jesteś?
* Na spacerze.
* Wracaj zaraz wyjeżdżamy.- Chwila co? Przecież mieliśmy wyjechać jutro.
* Dlaczego teraz?
* Powiemy Ci w hotelu. Wracaj.- W ciągu 10 minut wróciłam do hotelu i weszłam do swojego pokoju, w którym są rodzice.
- Wróciłam, więc teraz możecie mi powiedzieć dlaczego wyjeżdżamy teraz.- Usiadłam na łóżku.
- Jest problem w firmie i musimy teraz. Jesteś spakowana?- Problemy z firmą i wyjeżdżamy. Oczywiście jak mogłoby byś inaczej.
- Tak. Możemy jechać.
- Lecimy samolotem.- Całkiem zapomniałam, że mamy prywatny samolot. Oczywiście moglibyśmy jechać samochodem, ale rodzice uważają, że skoro mamy samolot to po co jeździć samochodem. Zabraliśmy wszystkie swoje rzeczy i po 30 min byliśmy już w samolocie.
- Wybrałaś szkołę?- Spytała mama.
- Zaraz wybiorę.- Włączyłam laptopa i włączyła pierwszą lepszą szkołę. Nawet całkiem fajne.- Może być ta.- Podałam im laptopa. Nie przykładam dużej uwagi do wyboru szkoły bo i tak nie będę tam chciała.
- Dobrze jutro rano idziemy Cię zapisać i jutro cały dzień masz spędzić w szkole.- Tak jak w każdej jestem dwa dni żeby się pokazać, a później totalna olewka.
- Dobra. Kiedy pojedziemy do Buenos?- Chętnie teraz bym pojechała, ale musze być cały czas przy rodzicach no i jestem niepełnoletnia.
- Nie mamy w planach tam jechać.- Mówiłam zawsze to samo.
- To zmieńcie te plany.- Wkurzyłam się.
- Nic nie będziemy zmieniać.
- Chce odwiedzić dziadków i sama mogę tam jechać.
- Bez nas nigdzie nie pojedziesz.- Podniósł głos ojciec.
- Mam dosyć udawania idealniej córeczki przed wszystkimi i chce wrócić do domu.- Dziwnie to zabrzmiał, bo ja nigdzie nie mam domu.
- Twoje miejsce jest przy nas. Dobrze wiesz, że nie możesz wyjechać, bo co ludzie pomyślą.- Obchodzi ich tylko co powiedzą inni.
- Nie obchodzi mnie co powiedzą. Albo pozwolicie mi jechać do Buenos albo pokaże wszystkim jaka jestem naprawdę.- Powiedziałam bardzo poważnym tonem, który mam nadzieję zadziała na rodziców. Oczywiście, że jestem zdolna pokazać wszystkim kim jest prawdziwa Jessica Black.
- Nie odważysz się.
- Chcesz się przekonać?- Mój pewny siebie głos bardzo mi pomaga.
- Dobra pojedziesz tylko nie teraz. Jak będzie jakaś dłuższa przerwa w szkole czy wycieczka będzie łatwiej wytłumaczyć twoją nieobecność. Teraz musisz być z nimi i masz się zachowywać.- Wiedziałam, że się uda. Firma jest dla nich najważniejsza i zrobią wszystko żebym nie zniszczyła ich reputacji.
- Dobra, ale chce większe kieszonkowa. Nowe miasto to nowe możliwości.- Uśmiechnęłam się.
- Dobrze, ale teraz masz zacząć chodzić do szkoły. Spędzimy tu cały rok, więc masz skończyć szkołę.- To jakiś żart.
- Chyba was pogięło. Wystarczy, że dwa dni w miesiącu pójdę.
- Nie Jessica masz chodzić. W Las Vegas są ważni ludzi i na pewno z ich dziećmi będziesz chodzić do szkoły, więc musisz się pokazać z dobrej strony.
- Wiecie myślałam, że może się martwicie o moją edukacje, ale nie dalej firma jest najważniejsza. Będę robiła co będę chciała.- Zostawiłam ich i poszłam do innego pomieszczenia w samolocie. Nasz prywatny jest duży, więc jest dużo miejsca. Koło 21 byliśmy już w najlepszym hotelu.
- Proszę dwa pokoje. Jedne jednoosobowy, a drugi dwuosobowy. Pełne wyposażenie.- Tata zarezerwował nam pokoje i po chwili dostałam klucz od swojego.
- Skoro mamy spędzić tu rok to nie możemy wynająć jakiegoś mieszkania lub domu?- Myślę, że lepiej by było.
- W hotelu wszystko mamy, więc nie wiedzę potrzeby wynajmowania domu.
- Ja uważam inaczej.
- Jessica nie przesadzaj w domu mieli byśmy tyle pracy, sprzątania i w ogóle, a tu wszystko mamy. Jutro poznasz swojego szofera.- Ostatnie zdanie bardzo mnie zdziwiło.
- Po co mi szofer?- Nigdy nie był mi potrzeby, więc teraz też nie wiedzę sensu.
- Będzie Cię codziennie woził i przywoził ze szkoły. Będzie też jeździł gdzie będziesz chciała. Martwimy się o Ciebie i chcemy żebyś była bezpieczna.- Trudno w to uwierzyć i myślę, że coś się pod tym kryje, ale dobra niech im będzie.
- Wątpię żeby codziennie mnie woził, ale ok.- Wyobrażacie sobie, że ja będę chodzi codziennie wcześnie co szkoły, bo ja nie.
- Dobranoc kochanie.- Pocałowali mnie w policzek i weszli do swojego pokoju, który jest dwa pokoje dalej niż mój. Co im się teraz stało, że są dla mnie tacy mili i w ogóle. Dziwne. Weszłam na swojego pokoju, w którym były już moje rzeczy przyniesione przez obsługę hotelową. Pierwsze co to obejrzałam cały pokoju i wypróbowałam łóżko. Muszę przyznać, że w każdym hotelu są takie same. Umyłam się i po chwili już leżałam przykryta kołdrą w moim nowym łóżku. Jutro czekam mnie kolejny pierwszy dzień w szkole. Z tą myślą zasnęłam.
~~~~
Witajcie. Po długiej przerwie wróciłam i mam zamiar zostać.
Zapraszam wszystkich na Wattpada, tam opowiadania będą pojawiały się częściej.
Oto moja strona: Rozdział 1
Mam już tego serdecznie dość! Moje rodzice myślę, że mogę mną rządzić i że będę robić co tylko będą chcieli. Cały czas myślę, że nadal mam 5 lat tylko fakt jest taki, że mam 17 i niedługo będę dorosła. W ogóle nie liczą się z moim zdaniem. Mamy rodzinną firmę Black Company, które ma swoje odziały prawie wszędzie. Rodzice przesiaduję tam całymi dniami całkowicie zapominając o mnie. Zazwyczaj przypominają sobie o mnie jak coś zrobię i muszę wkroczyć do akcji czyli jakiś obiad ze znajomymi czy coś. Jestem wybuchową i chamską dziewczyną, która chciałaby mieć przyjaciół, ale nie jest to możliwe. W żadnym mieście nie mieszkałam dłużej niż pół roku. Cały czas żyje na walizkach i nie mam szans z nikim się bliżej poznać bo wiem, że w każdej chwili rodzice mogę kazać spakować mi walizki. Strasznie mnie to wkurza. Chciałabym zamieszkać gdzieś na stałe i zapoznać kogoś, mieć jakieś przyjaciół i może nawet chłopaka. Rozumiecie to mam 17 lat i nigdy nie miałam chłopaka ok wiem, że to nie jest jakie wielki dramat, ale ja rzadko kiedy nawet z nimi rozmawiam. Rodzice praktycznie co miesiąc zmuszają mnie na pójście na jakiś głupi bankiet i udawać grzeczną córeczkę, którą oczywiście nie jestem. Na tych bankietach jest zawsze tak sztywno, że po prostu robi się niedobrze i jeszcze gadanie z jakieś nudziarzami okropne. Moje częste przeprowadzki są związane z tą jebaną firmą. Moje wyniki w szkole są nijakie, bo rzadko kiedy do niej chodzę. Uważam, że nie mam sensu się klimatyzować i poznawać nowe osoby skoro i tak zaraz wyjadę. Wielokrotnie bywałem w tych samych miastach kilka razu, ale zazwyczaj wybrałam inną szkołę. Rodzice całe szczęście pozwalają mi wybrać szkołę do której i tak nie chodzę. Zazwyczaj to wygląda tak, że wszyscy idziemy do dyrekcji i podpisujemy papiery, chodzę jakieś dwa dni do szkoły żeby jak to mama stwierdziła dobrze się pokazać, a później idę kiedy chce, po dwóch lub trzech miesiącach rodzice oznajmiają, że wyjeżdżamy, idziemy wypisać mnie ze szkoły i tak w kółko. W żadnym mieście nie mam domu, bo oczywiście moim rodziciele stwierdzili, że to nam nie potrzebne, więc cały czas mieszkam w hotelach. Teraz mieszkamy z Kalifornii, a dokładnie z Los Angeles już jakieś trzy miesiące, więc spodziewam się niedługo wyprowadzki. Szczerze to się nawet cieszę, bo rzygać mi się chce jak cały czas siedzę w tym czystym pokoju hotelowym całymi dniami. Raz na jakiś czasy wyjdę na zewnątrz, ale raczej siedzę w pokoju lub na tarasie i pale papierosy. Można powiedzieć, że jestem uzależniona od fajek, ale rodzice się w ogóle nie przejęli tym, że palę. Oczywiście są tu boskie imprezy, na których się pojawiam żeby się napić i potańczyć, ale jaki już wcześniej wspominałam z nimi się bliżej nie poznałam. Raczej rzadko kiedy się przedstawiam, bo po co komuś moje imię jaki i tak się więcej nie spotkamy.
- Jessica jesteś?- W pokoju rozbrzmiał głos mamy.
- Nie! Uciekłam.- Przekręciłam się na drugi bok. Tak leżę teraz w łóżku, a jest chwila…13:15. To nic nowego ja tak zawsze. Rodzice weszli do mojego pokoju i stanęli przy łóżku.
- Nie przesadzasz trochę jest już po południu, a ty jeszcze w łóżku.- Odezwał się tata otwierając okno żeby wpuścić trochę świeżego powietrza.
- Dobrze mi tu. Czego chcecie?- Pojrzałam na nich spod kołdry. Moje relacje z rodzicami są...tak jakby ich w ogóle nie było. Nie mam z nimi żadnej więzi. Od urodzenia byłam wychowywana przez opiekunki. W każdym mieście miałam nową „ ciocie” która się mną zajmowała. Fajnie prawda? Nigdy chyba nie zrozumiem jak firma może być ważniejsza niż ja. Oczywiście rodzice powiedzieli mi, że byłam nie planowanym dzieckiem, ale jak już się dowiedzieli to się cieszyli. Jak byłam mała chciałam mieć rodzeństwo i właśnie wtedy rodzice mi powiedzieli, że jestem ich jedynym dzieckiem i to się nigdy nie zmieni. Pogodziłam się z tym, że będę zawsze sama. Najbardziej się wkurzyłam jak rodzice ograniczyli moje kontakty z dziadkami do zera. Wiele razy kłóciłam się z nim przez to. Chciałabym pojechać do Buenos Aires do dziadków. Tam się urodziłam i tam spędziłam pierwsze trzy lata swojego życia. Nie byłam tam już 7 lat, bo rodzice jak oni to mówią nie moją tego w planach.
- Jessica jest wtorek. Znów nie byłaś w szkole dlaczego?- Strasznie wkurzają mnie takie rozmowy. Nigdy nie obchodziła ich moja edukacja.
- Po co mam tam chodzić. To bez sensu.- Dobrze wiedzą dlaczego nie chce chodzić i równie dobrze widzą, że to ich wina.
- Może przynajmniej wyszła być na dwór i….- Przerwałam ojcu.
- I co ? Spotkała się ze znajomi których nie mam?- Wstała z łóżka stając obok nich.
- Skarbie nie przesadzaj możesz przecież się z kimś zaprzyjaźnić.- Te słowa jeszcze bardziej mnie wkurzyły. Czy ona myśli, że nie chce mieć koleżanek? Oczywiście, że chce.
- Tak ja się z kimś zaprzyjaźnię, a wy powiecie, że wyjeżdżamy i wszystko zniszczycie tak jak zawsze.
- Skoro tak uważasz to siedź tu zamiast korzystać z takiego pięknego słońca i miejsca.- To co powiedziała mama jest nawet zabawne.
- Miejsca? W Los Angeles jesteśmy już trzeci raz i nic się tu nie zmieniło, no poza tym, że mieszkamy w innym hotelu.- Nigdy nie mieszkaliśmy w tym samym hotelu dwa razu. Jako ważne osoby mieszkamy w najlepszych hotelach. Oczywiście moglibyśmy wynająć mieszkanie, ale rodzice nie chcę. Te hotele mnie wkurzają. Zastanawiacie się pewnie jak można w ogóle mieszkać w hotelu kilka miesięcy? Otóż my możemy, bo rodzice coś tak załatwiają i więcej płacą. Wiecie ma się kasę to ma się wszystko.
- Niedługo planujemy wyjechać, bo jeden z oddziałów naszej firmy słabo sobie radzi, ale termin jeszcze nie jest ustalony, więc naciesz się tym miastem i wyjdź w końcu z tego pokoju.- Tata zmienił ton z miłego na rozkazujący. I tak dobrze wie, że go nie posłucham się więc po co to mówi. Już od dawna sama decyduje o sobie, a jedynym o czym oni decydują to miejsce mojego zamieszkania.
- Już możecie sobie iść, bo przeszkadzacie mi w odpoczywaniu.- Rzuciłam się na łóżko i przykryłam kołdrą. Usłyszałam głośne westchnięcie, a po chwili zamykające się drzwi. Podniosłam się z łóżka i wyszłam na taras żeby zapalić, bo oczywiście w pokoju nie można. Są jakieś czujniki dymu i jakbym zapaliła w pokoju to alarm by się włączył i postawiłabym cały hotel na nogi. Chociaż to by było zabawne. Może dziś wyskoczę na jakąś imprezę w końcu i tak nic lepszego nie mam. Przynajmniej się pobawię. Gasząc szluga usłyszałam pukanie do drzwi. Czyżby znów rodzice? Ale nie to na pewno nie oni, bo oni nie pukają tylko po prostu wchodzą.
- Proszę.- Wróciłam do pokoju i zamknęłam drzwi tarasowe. W drzwiach stanęła młoda dziewczyna z obsługi.
- Panno Black chciałam tylko spytać czy przenieść obiad do pokoju czy zejdzie pani do jadalni?- Całkiem zapomniałam o jedzeniu. Już obiad jak ja nawet śniadanie nie jadłam, ale to żadna nowość.
- Zejdę dziękuję.- Wiem co sobie teraz myślicie ona i takie słownictwo? Ale raczej nie używam często takich słów. Personel hotelu jest nawet miły, więc ja również jestem miła, ale jak ktoś mnie wkurza to już robię się chamska. Dziewczyna uśmiechnęła się i wyszła z mojego pokoju. Podeszłam do szafy, w której jest część moich ubrań, bo druga część jest w walizkach, które czekają na następną podróż. Wyjęłam czerwoną bluzkę na ramiączka i jasne szorty. Prysznic i makijaż zajęły mi koło 30 min. Z pokój wyszłam o 14 i poszłam prosto na jadalni gdzie przy duży stole siedzieli rodzice z jakimiś ludźmi. Ojej kurde znów udawanie dobrej córeczki. Ze sztucznym uśmiechem podeszłam do stolika.
- Dzień dobry.- Stanęłam pomiędzy krzesłem mamy i taty.
- O kochanie jesteś już. Peter, Kate, Lily, Morgan poznajcie naszą córkę Jessice.- Uśmiechnęli się do mnie miło po czym usiadłam przy stole zajmując się tym co mam na talerzu. Podczas posiłku dowiedziałam się, że osoby towarzyszące nam przy obiedzie to znajomi rodziców, którzy też mają swoją firmę podobna do Black Company. Szczerze już po godzinie miałam ochotę stamtąd iść, ale gdy chciałam wystać mama złapała mnie za rękę patrząc groźnym wzrokiem przypominając mi, że mam być grzeczna, więc spędziłam przy obiedzie 2 i pół godziny. Gdy już wróciłam do pokoju odetchnęłam z ulgą. Dochodzi już 17 więc koło 20:30 trzeba będzie zbierać się na imprezę. Mam jeszcze 3 i pół godziny, więc może sobie poleżę i pomyślę. Choć nie już nie chce myśleć i tak za dużo myślę ostatnio.
- Jessica.- Oczywiście po co pukać przecież można od tak wtargnąć do mojego pokoju.
- Nie umiesz pukać?- Spojrzałam na mamę.
- Ty znów leżysz na łóżku. Może poszła byś z nami na spacer?
- Już i tak dużo czasu z wami spędziłam, więc na dziś wystarczy.- Wstałam i wyszłam na taras.
- Dlaczego taka jesteś?- Mama poszłam za mną.
- Możesz już sobie iść chce zostać sama.- Spojrzałam jej w oczy wyciągając szluga i zapalniczkę. Bez słowa wyszła z pokoju. Mocno się zaciągnęłam i wypuściłam dym z płuc. Zdenerwował mnie tym pytanie dobrze wie dlaczego więc po co pyta. Już nie raz wykrzyczałam im w twarz, że niszczę mi życie i że mam dość tych przeprowadzek. Zgasiłam papierosa i chyba wezmę długą relaksującą kąpiel. Po godzinie wyszłam z wanny naprawdę zrelaksowana. Została mi godzina, więc pora na makijaż i ubranie. Nie lubię chodzić w sukienkach dlatego zostanę przy szortach i bluzce. Wyjęłam z szafy turkusową bluzkę i ciemne szorty. Makijaż zrobiłam dosyć mocny, a długie blond włosy zostawiłam rozpuszczone. Gotowa zabrałam jeszcze telefon i wyszłam z pokoju. Przed hotelem stoją przez całą dobę taksówki, więc nie mam problemu z dojazdem. Wsiadłam do pierwszej taksówki i poprosiłam, że kierowca zawiózł mnie do najlepszego klubu. Po 20 min stała już przed klubem i weszłam do środka. Muszę przyznać, że jak na wczesną godzinę jest dość dużo ludzi. Pierwsze co to poszłam do baru żeby się napić. Bez tego nie ma zabawy.
- Czystą.- To jedno słowo wystarczyła żeby barman postawił przede mną kieliszek wódki, który wypiłam na jednym wdechu bez popicia. Barman uśmiechnął się zalewając mi kolejne mówiąc, że to na koszt firmy. Uśmiechnęłam się i opróżniłam go szybko tak jak poprzedniego ruszając na parkiet. Zabawę czas zacząć w końcu niedługo opuszczam to miejsce. Na początku było całkiem fajnie, ale po godzinie zrobiło się naprawdę ciasno. W ogóle nie można się ruszyć. Super impreza. Teraz się zastanawiam po co w ogóle tu przyszłam. Chciałam się pobawić, a nie żeby jacyś ludzie się o mnie ocierali z powodu braku miejsca. Zła wyszłam z klubu. Wyjęłam telefon i na wyświetlaczu pojawiła mi się 22. Nie mam zamiaru tak wcześnie wracać do hotelu. Jest tak ciepło, że spacer to dobra opcja. Ulice są oświetlone, więc nie mi się nie stanie. Z resztą sporo ludzi jeszcze spaceruje. Wieczór jest najlepszy na rozmyślenia. Skręciłam w stronę jakiegoś parku. Nie chce mi się daleko iść, bo później nie trafię do…hotelu. Bardzo chciałabym powiedzieć domu, ale nie mam go. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Rodzice nawet nie wiedzą jak mnie ranią. Poza pieniędzmi nie mam nic. Nie wiem co to znaczy przyjaźń, bo nigdy nie miałam koleżanki, nie mówiąc już o koledze. Miłość? Słowo praktycznie w ogóle mi nie znane. Nie wiem czy kiedyś je poznam. Usiadłam na ławce i zamknęłam oczy. To co się dzieje w moim życiu to wina moich rodziców. Nawet nie zapytali czy chce tak żyć, tylko sami zdecydowali. Mogli mnie zostawić z babcią i jestem pewna, że była bym teraz szczęśliwa. Nie musiała bym przynajmniej udawać kogoś kim nie jestem, a jest to czasami naprawdę męczące. Czekam tylko do swoich osiemnastych urodzin żeby uwolnić się od rodziców. Niestety do tego momentu zostało jeszcze sporo czasu i muszę tu przeżyć. Koło północy zadzwoniłam po taksówkę i wróciłam do hotelu. Nie chce już dłużej myśleć nad tym co mnie boli. Wróciłam do hotelu i od razu poszłam spać.
Miałam piękne sen i bardzo dobrze mi się spało, ale oczywiście ktoś w środku nocy musiał wtargnąć do mojego pokoju.
- Jessica wstawaj.- Ktoś, a właściwie to mama, bo poznałam po głosie lekko kołysze moim ciałem.
- Zostaw mnie.- Mruknęłam niewyraźnie.
- Jest już 12 wstawaj zaraz mamy obiad służbowy.- O nie zaczyna się rola grzecznej córeczki.
- Jest środek nocy idź sobie.- Przekręciłam się na drugi bok.
- Proszę cię wstawaj.- Zabrała mi kołdrę.
- Oddawaj.- Otworzyła oczy.
- Ubieraj się i zejdź zaraz na obiad.
- Nigdzie nie idę.- Przykryłam się i zamknęłam oczy. Nie mam ochoty teraz udawać perfekcyjnej córeczki. Wkurza mnie to, że codziennie obiad jemy z jakieś obcymi dla mnie ludźmi i cały czas musze się uśmiechać. Do pokoju wszedł ojciec.
- Nie chce wstać?- Spytał mamę.
- Mówi, że nigdzie nie idzie.
- Dobra jeden obiad może być bez niej powiemy, że źle się czuje. Jessica jeszcze jedno jutro wyjeżdżamy spakuj się.- Na tą wiadomość otworzyłam oczy i spojrzałam na nich.
- Gdzie?- Może wreszcie pojedziemy do Buenos Aires. Było by bosko.
- Do Las Vegas. Jutro po południu bądź gotowa.- I tyle ich widziałam. Moja nadziej wyparowała. Wiem co sobie teraz myślicie. Jakich ona ma rodziców? Ale szczerze to nic dziwnego oni zawsze tacy byli i już się przyzwyczaiłam. Mało co ich obchodzi co się ze mną dzieje, więc mam całkowity luz. Dobrze, że większość rzeczy mam w torbie, więc nie mam dużo pakowania. Ponownie zamknęłam oczy i po chwili usnęłam. Obudziłam się sama z siebie o 15.Trochę się ogarnęłam i pora spakować swoje rzeczy i jeszcze muszę pomyśleć nad jakąś szkoła w Vegas. I tak rzadko się tam będę pojawiać, ale muszę być do jakieś zapisana, a że rodzice są bogaci to nie pozwolą żeby chodziła do byle jakiej i zawsze wybieram te najlepsze i najdroższe. Po godzinie wszystkie ubrania są już w walizka, a ja siadam z laptopem na łóżku. Na fejsie mam tylu znajomych, których w ogóle nie znam, bo to oni mnie zapraszają. Zakładam, że większość to ze szkół do których chodziłam, ale nie wiem. Dostałam jakąś wiadomość od Letti kim kimkolwiek ona jest.
„ Hej kiedy przyjedziesz do szkoły? Organizujemy imprezę i nie wiemy czy będziesz czy nie. Odezwij się.”
To pewnie jakaś dziewczyna z klasy albo ze szkoły. Właśnie ciekawe czy wypisali mnie już z tej szkoły. Ja dalej nie wiedzę sensu chodzenia do szkoły jak co jakieś pół roku się przeprowadzam. Zamknęłam laptopa i ruszyłam z poszukiwaniu rodziców, którzy jak się okazało są u siebie.
- Wypisaliście mnie ze szkoły?- Spytałam od razu na wejściu.
- Właśnie idziemy. Wybrałaś już szkołę w Las Vegas?
- Jeszcze nie, ale zaraz poszukam. Ile tam spędzimy?- Zawsze zadaje to pytanie.
- Planujemy rok żebyś skończyła tam szkołę dlatego wybierz najlepszą.- Rok? Jestem w szoku pierwszy raz będę gdzieś tak długo.
- Ok.- Już miałam wychodzić gdy mama mnie zatrzymała.
- W jadalni czeka na ciebie obiad.- Wyszłam i skierowałam się do jadalni gdzie po chwili dostałam obiad.
- Mogę się przysiąść?- Usłyszałam za sobą męski głos.
- Nie.- Odpowiedziałam nawet nie patrząc na właściciela głosu. Szybko zjadłam i poszła do na spacer. Trochę świeżego powietrza mi się przyda i papierosek. Zauważyłam, że mam strasznie nudne życie, bo w ogóle nic się z nim nie dzieje. Cały czas to samo. Może w Vegas coś się zmieni chociaż wątpię. Chciała bym wrócić do Buenos Aires i zamieszkać z dziadkami. W ogóle nie widuje się z rodziną, bo jeżdżę po świecie, a oni są w Buenos. Szczerze byłam już w tylu miastach, ale uważam, że Buenos Aires jest najpiękniejsze, bo to w końcu moje miasto i na pewno tam wrócę. Czasami chciałabym być zwykłą dziewczyną, która może wszystko i nie ma żadnych zasad, a nie udawać kogoś kim nie jestem. Chciałabym być po postu sobą i robić co tylko chce. Właściwie to robię tylko, że jednak są zasady, że każdy obiad muszę spędzać z rodzicami i ich znajomymi, a jeśli nie obiad to kolacje i tak dzień w dzień. Zawsze nienaganne maniery i kultura. Przed wszystkimi udajemy idealną rodzinkę, ale wcale tak nie jest. Bez przerwy się kłócę z rodzicami albo w ogóle się olewamy. Jestem sama i tak już zostanie. Poczułam wibrację w kieszeni. Mama ciekawe czego chce.
* Stęskniłaś się?
* Gdzie jesteś?
* Na spacerze.
* Wracaj zaraz wyjeżdżamy.- Chwila co? Przecież mieliśmy wyjechać jutro.
* Dlaczego teraz?
* Powiemy Ci w hotelu. Wracaj.- W ciągu 10 minut wróciłam do hotelu i weszłam do swojego pokoju, w którym są rodzice.
- Wróciłam, więc teraz możecie mi powiedzieć dlaczego wyjeżdżamy teraz.- Usiadłam na łóżku.
- Jest problem w firmie i musimy teraz. Jesteś spakowana?- Problemy z firmą i wyjeżdżamy. Oczywiście jak mogłoby byś inaczej.
- Tak. Możemy jechać.
- Lecimy samolotem.- Całkiem zapomniałam, że mamy prywatny samolot. Oczywiście moglibyśmy jechać samochodem, ale rodzice uważają, że skoro mamy samolot to po co jeździć samochodem. Zabraliśmy wszystkie swoje rzeczy i po 30 min byliśmy już w samolocie.
- Wybrałaś szkołę?- Spytała mama.
- Zaraz wybiorę.- Włączyłam laptopa i włączyła pierwszą lepszą szkołę. Nawet całkiem fajne.- Może być ta.- Podałam im laptopa. Nie przykładam dużej uwagi do wyboru szkoły bo i tak nie będę tam chciała.
- Dobrze jutro rano idziemy Cię zapisać i jutro cały dzień masz spędzić w szkole.- Tak jak w każdej jestem dwa dni żeby się pokazać, a później totalna olewka.
- Dobra. Kiedy pojedziemy do Buenos?- Chętnie teraz bym pojechała, ale musze być cały czas przy rodzicach no i jestem niepełnoletnia.
- Nie mamy w planach tam jechać.- Mówiłam zawsze to samo.
- To zmieńcie te plany.- Wkurzyłam się.
- Nic nie będziemy zmieniać.
- Chce odwiedzić dziadków i sama mogę tam jechać.
- Bez nas nigdzie nie pojedziesz.- Podniósł głos ojciec.
- Mam dosyć udawania idealniej córeczki przed wszystkimi i chce wrócić do domu.- Dziwnie to zabrzmiał, bo ja nigdzie nie mam domu.
- Twoje miejsce jest przy nas. Dobrze wiesz, że nie możesz wyjechać, bo co ludzie pomyślą.- Obchodzi ich tylko co powiedzą inni.
- Nie obchodzi mnie co powiedzą. Albo pozwolicie mi jechać do Buenos albo pokaże wszystkim jaka jestem naprawdę.- Powiedziałam bardzo poważnym tonem, który mam nadzieję zadziała na rodziców. Oczywiście, że jestem zdolna pokazać wszystkim kim jest prawdziwa Jessica Black.
- Nie odważysz się.
- Chcesz się przekonać?- Mój pewny siebie głos bardzo mi pomaga.
- Dobra pojedziesz tylko nie teraz. Jak będzie jakaś dłuższa przerwa w szkole czy wycieczka będzie łatwiej wytłumaczyć twoją nieobecność. Teraz musisz być z nimi i masz się zachowywać.- Wiedziałam, że się uda. Firma jest dla nich najważniejsza i zrobią wszystko żebym nie zniszczyła ich reputacji.
- Dobra, ale chce większe kieszonkowa. Nowe miasto to nowe możliwości.- Uśmiechnęłam się.
- Dobrze, ale teraz masz zacząć chodzić do szkoły. Spędzimy tu cały rok, więc masz skończyć szkołę.- To jakiś żart.
- Chyba was pogięło. Wystarczy, że dwa dni w miesiącu pójdę.
- Nie Jessica masz chodzić. W Las Vegas są ważni ludzi i na pewno z ich dziećmi będziesz chodzić do szkoły, więc musisz się pokazać z dobrej strony.
- Wiecie myślałam, że może się martwicie o moją edukacje, ale nie dalej firma jest najważniejsza. Będę robiła co będę chciała.- Zostawiłam ich i poszłam do innego pomieszczenia w samolocie. Nasz prywatny jest duży, więc jest dużo miejsca. Koło 21 byliśmy już w najlepszym hotelu.
- Proszę dwa pokoje. Jedne jednoosobowy, a drugi dwuosobowy. Pełne wyposażenie.- Tata zarezerwował nam pokoje i po chwili dostałam klucz od swojego.
- Skoro mamy spędzić tu rok to nie możemy wynająć jakiegoś mieszkania lub domu?- Myślę, że lepiej by było.
- W hotelu wszystko mamy, więc nie wiedzę potrzeby wynajmowania domu.
- Ja uważam inaczej.
- Jessica nie przesadzaj w domu mieli byśmy tyle pracy, sprzątania i w ogóle, a tu wszystko mamy. Jutro poznasz swojego szofera.- Ostatnie zdanie bardzo mnie zdziwiło.
- Po co mi szofer?- Nigdy nie był mi potrzeby, więc teraz też nie wiedzę sensu.
- Będzie Cię codziennie woził i przywoził ze szkoły. Będzie też jeździł gdzie będziesz chciała. Martwimy się o Ciebie i chcemy żebyś była bezpieczna.- Trudno w to uwierzyć i myślę, że coś się pod tym kryje, ale dobra niech im będzie.
- Wątpię żeby codziennie mnie woził, ale ok.- Wyobrażacie sobie, że ja będę chodzi codziennie wcześnie co szkoły, bo ja nie.
- Dobranoc kochanie.- Pocałowali mnie w policzek i weszli do swojego pokoju, który jest dwa pokoje dalej niż mój. Co im się teraz stało, że są dla mnie tacy mili i w ogóle. Dziwne. Weszłam na swojego pokoju, w którym były już moje rzeczy przyniesione przez obsługę hotelową. Pierwsze co to obejrzałam cały pokoju i wypróbowałam łóżko. Muszę przyznać, że w każdym hotelu są takie same. Umyłam się i po chwili już leżałam przykryta kołdrą w moim nowym łóżku. Jutro czekam mnie kolejny pierwszy dzień w szkole. Z tą myślą zasnęłam.
~~
Witajcie. Wróciłam i mam zamiar zostać. Kto TĘSKNIŁ ? Zapraszam wszystkich na wattpad tam opowiadania będą pojawiały się szybciej :D
Oto moja strona : https://www.wattpad.com/user/sloneczko982
Dodał/a: Słoneczko :* w dniu 14-05-2018 - czytano 437 razy.
Słowa kluczowe: Miłość przyjeźń kłamstwo bad boy Słoneczko :*

Komentarze (3)

Eibhlin Avisdnia 2018-05-15 00:19:59.

Bardzo wciągające. Nie mogę doczekać się kolejnej części.

Słoneczko :*dnia 2018-05-15 19:18:07.

Zapraszam na Wattpada https://www.wattpad.com/user/sloneczko982

sonikdnia 2018-05-25 14:15:20.

Super!!! ;)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Bo to miłość. Rozdział 1"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)