Blood Drinker Girl. I

Czasami nie możemy być pewni tego, kim jesteśmy. Wszystko się zmienia. Wystarczy być nie w tym miejscu, w którym powinniśmy. Nie w tym czasie się urodzić. Lub spojrzeć na nieodpowiednią osobę. To wystarczy, by nasze życie zmieniło się niedopoznania.

1.

Malowałam. Był to pół człowiek? Nie umiałam go nazwać. Wiedziałam, że jest piękny. Owszem, nie wyglądał olśniewająco w mojej małej pracowni obok garażu, ale na czerownym dywanie w Hollywood? To by było cudowne.
Obwiązana niebieską koszulą, otarłam czoło z farb i zrobiłam na nim jeszcze większą plamę. Zaśmiałam się widząc siebie w lustrze. Moje odbicie pokazywało piętnastoletnią dziewczynę. Niebieskie oczy jak i blada karnacja odbijały się od czarnej farby dookoła nosa. Kasztanowe włosy miałam spięte w kok, więc martwiły mnie tylko zwiasające niesfornie kosmyki, pobrudzone farbami.
Amelie, nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
Taka myśl dodawała mi otuchy. Szczególnie, gdy myślałam o rozwodzie rodziców. Mama zawsze podejrzewała tatę o romanse, ale że ma trzynastoletnie dziecko z jakąś babą z Meksyku, to napewno było dalekie od jej myśli. Wpółczułam jej. Szczerze nienawidziłam ojca za to, że zniszczył naszą rodzinę. Wszystko układało się tak świetnie, aż zaczęło być zbyt dobrze. Pewnego dnia tamta kobieta przyszła, przepraszając mamę, bo sama myślała, że Eric, jak na imię ma mój tata, zdradza ją z moją mamą. Masakra.
- Amelie! - usłyszałam mamę, która mnie woła.
- Tak?
- No idziesz? Kolacja stygnie!
Pobiegłam szybko na górę. Nic mnie tak nie cieszyło, jak posiłek po dniu pełnym pracy.
- Jak było w szkole? - zapytała.
- Dobrze.
- Yhm, a coś więcej? - dopytywała.
- Nawet bardzo dobrze. - uśmiechnęłam się.
Mamę rozbawiła ta sytuacja. To dobrze. Od czasu rozwodu rzadko się uśmiechała.
- Cieszę się, że cię mam, Am. - przytuliła mnie, gdy zmywałam naczynia.
- Ja też się cieszę, że jesteś, mamo. Martwisz się?
- Nie. - wytarła złę, która spłynęła jej po policzku. - Ja po prostu cieszę się, że ty mnie nie opuściłaś, skarbie.
Po kolacji czas zawsze płynął szybko. Potem była tylko kąpiel, książka, słuchanie muzyki i sen. Najbardziej cieszyła mnie opcja trzecia.
Położyłam się na łóżku i wsadziłam słuchawki w uszy. Poleciała moja ulubiona piosenka On my mind i zupełnie odpłynęłam. Przed oczami zobaczyłam urywki wspomnień z dzieciństwa. Tatę, który budował ze mną zamki z piasku. Babcię, trzymającą mnie na kolanach. Wtedy byłam szczęśliwa. Nagle coś zakłuciło moje wspomnienia i zobaczyłam jakąś kobietę jak w transie, której wgryzałam się w szyję.
Podkoczyłam na łóżku i spojrzałam na zegarek. Dwie godziny spałam. Te wspomnienia i koszmar mi się śniły. Piosenka dawno ucichła. Odetchnęłam. Wyciągnęłam słuchawki i położyłam się, aby ponownie zasnąć.
- Amelie?
Otworzyłam oczy i ujrzałam babcię.
- Babcia? To naprawdę ty? - podbiegłam do niej, aby ją przytulić.
- Amy. Kochanie. - przycisnęła mnie do siebie - Ale nie jestem tu po to, aby się ściskać kotku.
Spojrzałam na nią.
- Co się stało? - musiałam zapytać, bo nie codziennie spotykałam duchy zmarłych przodków.
- Miałam ostrzec cię dzień przed. Więc muszę tak zrobić.
- Przed czym, babciu?
Odetchnęła.
- Wyrosłaś. Niedługo będziesz miała szesnaście lat... - tu urwała.
- Za pół roku dokładnie, a za trzy lata zdobędę prawko! - ucieszyłam się i pochwaliłam przy okazji.
Babcia posmutniała.
- Wszystko w porządku?
- Nie, Amy. Nie wszystko. Bo widzisz... Nie będziesz miała osiemnastu lat. Ani siedemnastu. Ponieważ od teraz do dnia twoich szesnatstych urodzin...
- Umrę? - jęknęłam.
- Nie. - zaśmiała się, jakoś bez przekonania. - Zmienisz się. Nawet bardzo.
- Babciu, nie nabieraj mnie, proszę. Rodzice się rozwodzą, nie chcę mieć kolejnych problemów.
- Nie nabieram cię, Amelie. Zmienisz się... Staniesz się kimś innym.. Będziesz krwiopijcą...
- Co ?! - krzyknęłam.
- Nie jest łatwo uciec od przeznaczenia, Amelie Silver. - powiedziała dostojnie babcia.
- Babciu, ale co to znaczy?
- Mój czas już nadszedł, kochanie. Misję wypełniłam. Nie daj się, Amy. Pamiętaj, ja i mama zawsze jesteśmy z tobą. - ucałowała mnie w czoło i odeszła.
Stałam jak wryta. Co miało znaczyć to co babcia mi powiedziała? Ciągle słyszałam słowa babci w głowie.
Krwiopijca. Krwiopicja. Cholera, wampir?!
Wtedy zadzwonił budzik.
Spojrzałam na pokój. Wszystko było normalne. Leżałam pod kołdrą, a obok mnie mp3.
Dziwne.
To był tylko sen. Odetchnęłam, po części z ulgą. Wstałam i ubrałam się do szkoły. Nie miałam wielkiej chęci, by tam iść, ale nie miałam też wyboru, więc tak czy siak musiałam iść.
Lekki makijaż i pofalowane włosy, świetnie komponowały się z moją bokserką i szortami.
- Dzień dobry, Skarbie. - przywitała mnie promiennie mama.
- Cześć. - uśmiechnęłam się . Pomimo dręczącego snu, byłam wypoczęta.
- Mamy nowych sąsiadów? - powiedziałam, patrząc przez okno na wprowadzających się. Obok nastoletniego chłopaka stał starszy mężczyzna.
- Pokaż. - powiedziała mama. Oczy zabłysły jej, widząc faceta stojącego obok naszego domu.
- Mamo... - powiedziałam powoli - Woda ci wyparowała. - wskazałam na garnek, z którego wydobywała się resztka wody pod postacią pary.
- Święty Boże ! - krzyknęła i rzuciła się, by ratować pozostałości H2O.
Zaśmiałam się, a razem ze mną ona.
- Widać, że nowy sąsiad ma urok. - mrugnęłam do niej.
- Ty lepiej spakuj śniadanie - prychnęła - i idź do szkoły, bo się spóźnisz.
Wzięłam śniadanie i wyszłam, żegnając ją buziakiem.
Przeszłam obok nowych sąsiadów, specjalnie, aby się z nimi przywitwać.
- Dzień dobry! - zawołałam, uśmiechając się do wszystkich.
Starszy mężczyzna odpowiedział mi uśmiechem i rozpoczął konwersację.
- Panna Silver jak mniemam? - elegancki i dostojny, mniej więcej trzydziesto siedmio letni facet, uśmiechnął się zabójczo.
- Tak, a pan...
- Jacob Miller. - odparł, podając mi dłoń. - Wprowadziłem się dzisiaj z dzieciakami, którymi się zajmuje. - wskazał na chłopaka idącego w naszę stronę.
- Gdzie Mike? - zapytał Jacob, chłopaka.
- Powiedział, że dołączy do nas za kilka dni.
Gdy usłyszałam ten głos, zaschło mi w gardle.
Chłopak uśmiechnął się do mnie, jakby wiedział co myśle.
- Jestem Adam Roberts. - uśmiechnął się, tym razem tak, że odebrało mi mowę.
- Amy. - tylko tyle wykrztusiłam.
Spojrzałam na zegarek i wyrwało mi się przekleństwo.
- Muszę iść do szkoły.
- Ja także. - odparł chłopak.
Ledwo udało mi się zachować powagę, bo bardzo ucieszył mnie fakt wejścia z nieziemnsko pięknym chłopakiem do szkoły.
- Fajnie. - odpowiedziałam.
Pożegnałam się z Jacobem i udaliśmy się razem z Adamem w stronę szkoły. Pominęłam fakt, że było już po ósmej, a my nie byliśmy nawet w połowie połowy drogi. Nie przeszkadzało mi to jednak. Mogłam lepiej przyjrzeć się sąsiadowi.
Chłopak był wyższy o głowę ode mnie, miał brązowe, duże oczy. Jego włosy spływały niedbale na twarz, co dodawało mu uroku.
Chyba zauważył, że na niego patrzę, bo spojrzał na mnie i znów się uśmiechnął. Czerwona jak burak odwzajemniłam uśmiech i nerwowo przygryzłam wargę.
- O czym myślisz? - spytał nagle, unosząc brew.
- O... teście z matmy. Był strasznie trudny, a ty? - wykręciłam się.
- O tobie. - nie owijał w bawełnę. Znów poczułam to ciepło na twarzy, którego tak nienawidziłam. - Jesteś pierwszą dziewczyną od dawna, z którą rozmawiam.
- Też rzadko rozmawiam z chłopakami. - rozluźniłam się - Ile masz lat?
- Osiemnaście. - odparł.
- Yhm.
Weszliśmy do szkoły. Wszystkie oczy zwróciły się na nas i widziałam kilka krzywych spojrzeń ze strony dziewczyn. Unosząc głowę wyżej, zauważyłam idącą w moją stronę Naomi. Naomi była moją przyjaciółką, ale od jakiegoś czasu zmieniła się. Widząc mnie z Adamem, uniosła znacząco brew i uśmiechnęła się.
- Hej Amy! Kogo przyprowadziłaś ze sobą? - spojrzała na Adama. Wiedziałam, że nie mam szans przy niej. Była piękną blondynką o dużych, ciemno oprawionych oczach.
- To jest Adam, Adam to jest Naomi - wskazałam im siebie nawzajem.
- Cześć Adam. - uśmiechnęła się zalotnie.
- Hej. - odpowiedział , nawet na nią nie patrząc.
Jej oczy zmieniły się w sople lodu.
- Idziesz ze mną się przejść, Amy? - wiedziałam, że to próba odciągnięcia mnie od niego.
- Wiesz, chętnie, ale obiecałam już Adamowi, że oprowadzę go po szkole.
- Ok. - odpowiedziała, zarzucając włosami i odchodząc.
- Podrywała cię. - zaśmiałam się do Adama.
- Jestem odporny na urok zwykłych dziewczyn.
Zasmuciło mnie to. Nie miałam szans u niego, skoro twierdził, że najpiękniejsza dziewczyna w szkole nie jest w jego typie.
- Gdzie mamy lekcje? - spytał, wyrywając mnie z gdybań.
- My? Jesteś starszy ode mnie o trzy lata. - zdziwiłam się.
- Nie, mam piętnaście lat. - puścił mi oczko.
Nie rozumiałam. Nie miałam jednak ochoty sprzeczać się z nim teraz o taką błachostkę, bo prawdopodobnie się przesłyszałam lub on przejęzyczył.
- Mamy na piętrze. - wskazałam palcem w górę.
Lekcje przeleciały bardzo szybko. Złapałam się na tym, że na lekcjach zerkałam w stronę Adama. Szybko wtedy się odwracałam i zaczynałam rysować po zeszycie. Serduszka. Poczułam rumieniec na twarzy, na samą myśl o tym, co niedługo mogło się stać.
Nie mogę się w nim zakochać. Nie teraz.
Po szkole wracałam sama. Nigdzie nie mogłam znaleźć sąsiada, więc sama wybrałam się do domu na obiad.
Przechodząc obok ich miejsca zamieszkania wpatrywałam się w okna. Zastanawiałam się.
Gdzie mieszka Adam? Skąd oni przybyli? Kim jest Mike?
Wtedy zderzyłam się z jakąś osobą.
- Uważaj jak cho.... - zaczęłam, ale patrząc na niego odebrało mi mowę. - ...dzisz - dokończyłam.
Uśmiechnął się flirciarsko.
- To ty nie patrzyłaś jak idziesz.
- Bo... Jak się widzi, że ktoś idzie i nie patrzy, to trzeba mu ustąpić. - zdenerwowała mnie jego arogancja.
- Przepraszam. - odparł zarzucając blond włosami do tył - Kogo szukałaś patrząc w tamte okna?
Spojrzałam w jego niebieskie oczy. Był piękny. Jak rzymska rzeźba.
- Byłam ciekawa jak się mają ludzie, którzy niedawno się tu wprowadzili.
- Właśnie widzisz. - wskazał rękoma na siebie - Jestem Mike Steven.
Niespodziewanie przybliżył się do mnie i ucałował w policzek.
- Mike, Jake chce abyś przyszedł do domu. Teraz. - ni stąd ni zowąd odezwał się Adam.
- Spokojnie. - zaśmiał się szyderczo - Chciałem poznać nową sąsiadkę.
Wszedł do środka, a Adam patrząc w jego stronę wyszeptał coś w stylu "palant". Spojrzałam na niego pytająco.
- Mike często przy dziewczynach dostaje małpiego rozumu. - zajrzał mi w oczy - Zrobił coś nie tak, Amy?
- Nie. Wydawał się być fajnym.
Zobaczyłam, że mama wyszła w dresie na zewnątrz i przyglądała się nam.
- Cześć mamo! - zawołałam i pokiwałam jej. Podeszła bliżej.
- Nowy sąsiad? - spytała, uśmiechając się szeroko - Jestem Gabriella Silver.
- Miło mi panią poznać. - przeczesał swoje włosy - Nazywam się Adam Roberts.
- Adam! - Jacob wychylał się zza drzwi nowego domu - Chodź do domu!
- Kto to jest ? - mama zadawała mnóstwo pytań, gdy Adam odszedł.
- Jake Miller, opiekun Adama i Mike'a. - odparłam.
- To oni nie są rodziną?!
- Nie. - otworzyłam drzwi - Przynajmniej tyle opowiedział mi Adam.
- Miły z niego chłopak. Spotykacie się? - dociekała.
- Mamo! - pisnęłam wypierająco - Znam go dopiero od rana. - przewracając oczami, weszłam po schodach na górę.
Rzuciłam torbę na plecach i zaśmiałam się do siebie. Poprawiłam w lustrze włosy i spojrzałam przez okno. Tam, zupełnie naprzeciw mnie siedział Adam. Zajęty był czytaniem czegoś i przewracaniem kartek.
A więc ma pokój naprzeciwko mnie?!
Z moich ust wydobył się cichy pisk. Chłopak szybko uniósł głowę i zobaczył mnie szczerzącą się jak idiotka, patrzącą wprost na niego. Czerwona jak burak obróciłam się i pobiegłam na dół, do kuchni.
- Wszystko w porządku? - zapytała mama widząc moją czerwoną twarz i wielkie, przerażone oczy.
- Oczy-wi-ście. - odparłam sylabami.
- Obiad będzie za pięć minut.
Usiadłam przy stole i zaczęłam bawić się widelcem. Cały czas myślałam tylko o tym, jak upokorzyłam się przed Adamem.
Nawet nie zauważyłam, kiedy mama podała mi obiad i go zjadłam. Po posiłku odniosłam talerze do zlewu i poszłam do swojego pokoju. Nie chciałam patrzeć w okno, ale trudno było tego uniknąć jeśli drzwi wejściowe były naprzeciw.
Siedział i widać było, że nie skupia swojej uwagi na świecie zewnętrznym. Gdy tylko jednak mnie ujrzał, uśmiechnął się i pomachał mi.
Nie wiedziałam co robić i odmachnęłam mu. Szybko jednak schyliłam się, by podnieść książkę, która leżała na podłodzie, a gdy się wyprostowałam, jego już nie było.
Gdyby na mnie leciał, już dawno bym to zauważyła w jego zachowaniu.
Posmutniałam, lecz nie na długo. W jednej sekundzie pojawił się z kartką i markerem w ręce. Zaczął coś na niej pisać, wprawiając moje serce w szybsze ruchy. Nagle uniósł papier w górę i przywarł zewnętrzną stroną do szyby, upewniając się, że widzę co tam pisze. Wiedziałam. Moja twarz, zmieniająca kolor na pomidorowy, także to wiedziała.
" Ty. Ja. Dzisiaj. Dziewiąta. Mój ogródek. Ok?"
Odkiwnęłam tylko głową jak idiotka i uśmiechnęłam się niepewnie. Cieszyłam się, że wreszcie może udało mi się znaleźć fajnego chłopaka
Czas płynął nieubłaganie wolno. Zdąrzyłam trochę pomalować. Tym razem przywołałam wspomnienie babci z poprzedniej nocy. Razem z nim powróciły także słowa o "krwiopijcy". Nie wiedziałam czy traktować to poważnie, czy po prostu jako sen.
Malowałam tak i malowałam - szczerze? Mogłabym tak bez końca, ale przecież szłam spotkać się z Adamem, więc odpuściłam i poszłam się wykąpać.
Później przebrałam się i wymalowałam oczy, aby mu się spodobać.
Powiedziałam mamie, że idę się przejść. Powiedziała tylko, że nie mam za bardzo się oddalać i wrócić przed dwudziestą trzecią. Zgodziłam się i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Na Adama nie musiałam nawet czekać. Stał przy swoim ganku i wypatrywał, kiedy się pojawię.
- Hej. - przywitałam się.
Odpowiedział mi uroczym uśmiechem.
- Muszę z tobą porozmawiać, Amy.
Odebrało mi mowę. A co jeśli chciał ze mną być?
- Usiądź. - wskazał na ławkę samemu siadając.
Usiadłam obok niego i spojrzałam na jego twarz. Był naprawdę przystojny. Tego jak wyglądał, nie dałoby opisać się w najdrobniejszych szczegółach.
- Widzisz... - zaczął - Wiem, że nie znamy się długo...
- Tak? - podpytałam, gdy na chwilę urwał. W moim głosie chyba było zbyt dużo nadziei.
- Nie wiem, jak ci to powiedzieć...
- Powiedzieć co? - spojrzałam na niego z lekkim zniecierpliwieniem.
- Jeszcze jej nie powiedziałeś? - Mike przerwał tą piękną sytuację, dostając u mnie minus.
- Nie chcę, aby się wystraszyła. - warknął Adam.
Spojrzałam na niego przerażona.
- O co chodzi, Adam? Co chciałeś mi powiedzieć?
- Amelie Silver. - zwrócił się do mnie Mike - Zastanawiałaś się kiedyś, jak to jest umrzeć, ale jednak życ?
Jego słowa sparaliżowały mnie.
- O co wam chodzi? - spytałam, powoli wstając.
- Wiesz dobrze jakie jest twoje przeznaczenie, czyż nie? - Mike złapał mnie za nadgarstki i spojrzał głęboko w oczy.
- Zostaw ją. - powiedział stanowczo Adam - Wystraszy się i ucieknie, a nie taki jest plan.
- P l a n ?! - pisnęłam ze strachu.
Szybko wyrwałam się Mike'owi i pobiegłam w stronę domu. Przy wejściu na ich posesję złapał mnie jednak Jake. Długo się z nim szarpałam. Zanim zdążyłam uciec, poczułam nagle jak dwie igły wbijają mi się w ciało. Później straciłam kontakt z rzeczywistością, uciekając w czarną przestrzeń.
Dodał/a: Iris_ w dniu 3-02-2012 - czytano 100 razy.
Słowa kluczowe: fantastyka Amelie Silver Adam Mike Jacob Blood Drinker Girl Wampir Vampire Halvaix Iris_
Kategoria: Fantasy

Komentarze (3)

Bristolxddnia 2012-02-06 12:42:51.

świetne ! masz talent, pisz dalej :D czekam na następne części :p

Kwiatuszekdnia 2012-03-18 20:52:17.

Brawo! widać że masz talent :) pisz pisz :) już się niecierpliwię :D

izkadnia 2012-03-29 20:38:16.

czemu nie piszesz dalej .?
to jest bardzo wciągające ale szkoda że takie króciutkie

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Blood Drinker Girl. I"

(pole wymagane)