miłość, nastolatki, studia, new adults, wegetarianizm

Zakładam kaptur, o wiele za mocno naciągając go na swoją głowę. Mam świadomość, że powinnam wykonać tą czynność już jakiś czas temu, ale dopiero teraz moje przemoczone włosy, zaczęły mi naprawdę przeszkadzać. Odwracam się w stronę drogi, którą tu przyszłam. Po raz pierwszy od dawna, tak szybko straciłam chęci, wycieńczenia swojego organizmu. Postanowiłam udać się do mieszkania i chociażby spróbować zasnąć. W końcu rozmowa jaką przed momentem odbyłam, musiała zapewnić mi jakąkolwiek porcję adrenaliny.

Gdy zbliżam się do osiedla, na którym mieszkam od kilku miesięcy, mam mieszane uczucia. Z jednej strony czuję zmęczenie i mam ochotę jak najszybciej pójść spać. Z drugiej ogarnia mnie samotność i mam wrażenie, że za moment zwariuję.

Najszybciej jak mogę, pokonuję drogę dzielącą mnie od wejścia do bloku. Nawet nie zamykam za sobą drzwi. Biegnę po schodach, jakby coś mnie goniło. Pędzona tysiącem myśli, które prześcigają się w mojej głowie. Czując pulsowanie skroni, docieram pod drzwi mieszkania. Zdobywam się na krótką modlitwę, którą wypowiadam w myślach. Proszę wszystkie możliwe siły, aby dziewczyna wciąż żyła. Gdy kończę błagania, naciskam klamkę.

Niemalże wpadam do środka, gdy uświadamiam sobie, co za moment ma nadejść. Mój oddech przyśpiesza, a ja nie potrafię nad tym zapanować. Ogarnia mnie szok, ponieważ nie doświadczyłam ataku paniki od dobrych dwóch lat. Nie byłam, w najmniejszym stopniu, przygotowana na coś podobnego. Jeśli kiedykolwiek można być na to gotowym.

Na drżących nogach podchodzę do drzwi swojego pokoju. Nie jestem jednak w stanie, nacisnąć klamki, ponieważ natłok myśli doprowadza mnie do szaleństwa. Bezsilnie opadam na podłogę tuż obok zamkniętych drzwi. Denerwuję się jeszcze bardziej, gdy uświadamiam sobie, że na dobrą sprawę jestem tu sama. Izza śpi, a za żadne skarby nie poradzę sobie z obudzeniem jej, dopóki to coś, co w danej chwili mną kieruje, nie minie.

Spoglądam na swoje dłonie, które właśnie zaczynają drżeć. Robi mi się niedobrze, gdy przypominam sobie, co nadchodziło później. Próbuję przygotować się psychicznie na najgorsze uczucie na całym świecie, ale nie jestem w stanie tego zrobić w tym momencie. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko czekać, aż ten moment nadejdzie, a zaraz po nim upragnione uwolnienie.

Nie ma nic przyjemnego w zatrważającym lęku o własne życie. Poczuciu, że za moment stanie się coś bardzo złego i nikt cię nie uratuje. To okropne.

Gdy bolesny dreszcz przechodzi przez moje ciało, wybucham cichym płaczem. Łzy wydobywają się spod moich powiek, ale nie mogę tego opanować. Każdy człowiek ma w swoim życiu coś, z czym nie potrafi walczyć. Moim problemem stał się własny umysł.

Czując jak powoli zdenerwowanie opuszcza moje ciało, delikatnie podnoszę się do góry. Opieram się rękoma o ścianę i otwieram drzwi swojego pokoju. Nie zamykam ich. Głównie dlatego, że jestem w stanie jedynie iść przed siebie, ale również temu, że boję się kolejnego ataku. Mimo, że nigdy wcześniej nie powtarzały się jednego dnia.

Szczerze mówiąc wydawało mi się, że już wszystko wróciło do normy. Byłam lekkomyślna. Powinnam wiedzieć, że skoro nie mogę spać, nic nie jest w porządku. Usiadłam na łóżku i zdjęłam przemoknięte trampki. Nie chciałam się obracać, ponieważ wiedziałam, jak wiele śladów zostawiłam w korytarzu. Trudno. Będę musiała sprzątnąć to wszystko jutro, nim wyjdę na uczelnię.

Rzuciłam buty na podłogę po przeciwnej stronie pokoju i spróbowałam położyć się na pościeli. Zdawałam sobie sprawę z tego, jak ciężko będzie mi zasnąć po tym, co się dzisiaj wydarzyło. Mimo wszystko potrzebowałam chociaż godziny snu. Musiałam się skupić i pozwolić sobie odpłynąć.

***

Usłyszałam jakiś hałas, który dosłownie sprawiał mi ból. Czułam jak moja głowa pęka i nie mogłam nic z tym zrobić. Otworzyłam jedno oko, potem drugie, z trudnością uświadamiając sobie, że jednak udało mi się zasnąć tej nocy. Przeciągnęłam ręką po swojej twarzy, próbując dodać sobie trzeźwości umysłu. Na próżno. Zostałam wyrwana ze snu. Spojrzałam na zegarek, stojący na szafce nocnej, lecz nie mogłam zobaczyć nic poza rozmazaną plamą.

O. Mój. Boże.

Jak źle musiało być ze mną tej nocy, że zapomniałam o codziennym rytuale. Całe szczęście, że przespałam jedynie kilka godzin. Gdyby to trwało dłużej, musiałabym udać się do okulisty. W pośpiechu chwyciłam lusterko i położyłam je przed sobą. Schyliłam się, żeby z bijącym sercem odkryć położenie moich soczewek kontaktowych. Całe szczęście, wiąż miałam je na oczach. Lekko się przesunęły, ale to nic w porównaniu z uczuciem suchości i nieprzyjemnym pieczeniu w kącikach gałek ocznych.

Co miałam teraz zrobić? Potrzebowałam pomocy, aby widzieć ten świat, a nie mogłam wykorzystać do tego soczewek, które aktualnie miałam na sobie. Tych musiałam, pozbyć się jak najszybciej to możliwe. Nie pozostawało mi teraz nic innego. Wyjęłam okulary z szuflady szafki nocnej i położyłam je obok lusterka. Wzięłam pojemniczek od soczewek i uprzednio wymieniając płyn, umieściłam je tam. Odłożyłam wszystko na miejsce, a następnie pomaszerowałam do łazienki, gdzie ochlapałam twarz zimną wodą. Oparłam ręce na krawędziach zlewu i podniosłam głowę. Spojrzałam na swoje lustrzane odbicie i skrzywiłam się lekko. Zdecydowanie nie przypominałam siebie sprzed wczorajszej nocy. Moje włosy mocno się splątały, a czerwone oczy dawały niemal demoniczny wyraz.

Szybko doprowadziłam się do ładu i chociaż wciąż nie byłam najlepszą wersją samej siebie, uznałam że nie ma tragedii. Wyszłam na zewnątrz, owinięta zielonym ręcznikiem. Otworzyłam szafę i wyciągnęłam z niej czerwone rurki wraz z czarną bluzką z długim rękawem. Rzuciłam okiem na trampki, które leżały w nieładzie kilka metrów ode mnie. Będę musiała wsadzić je do pralki, nim założę je ponownie.

Nakładając na siebie ubranie, sprawdziłam wiadomości i ze znużeniem stwierdziłam, że jedyne co może mnie trochę obchodzić, to sms od Aarona. Jest on moim byłym chłopakiem, a fakt że zerwał ze mną w dzień zakończenia Liceum, sprawił że przestałam obdarzać go szacunkiem. Po części sprawił też, że przestałam zauważać sens w życiu. Może to dziwne, ale prawdziwe. Czasami nie warto angażować się w miłość, jeśli ma się wątpliwości co do długości trwania związku. Popełniłam błąd. Jak wiele nastolatek. Lecz miałam świadomość, iż moje serce wciąż nie zostało posklejane. Dlatego usunęłam wiadomość, bez otwierania jej.

Schowałam telefon do kieszeni spodni i udałam się do kuchni, gdzie czekała na mnie rudowłosa.

Izza właśnie smarowała bułeczkę masłem czekoladowym, gdy wkroczyłam do pomieszczenia. Podniosła na mnie swój wzrok, a jej oczy wyraźnie mnie zmierzyły. Zrobiłam lekceważące spojrzenie i otworzyłam lodówkę. Wyjęłam z niej pudełko z sałatką jarzynową oraz połowę pomidora. Postawiłam te rzeczy z lekkim trzaskiem na blacie stołu, po czym sięgnęłam po czajnik. Nastawiłam wodę, jednocześnie sięgając po opakowanie kawy.

-Uważam, że powinnaś skończyć z wegetarianizmem- usłyszałam, gdy otworzyłam pudełko z sałatką i wyjęłam chleb. Spojrzałam na Izzy jakby spadła z innej planety i przekrzywiłam głowę. Słyszałam te słowa za każdym razem, gdy jadłyśmy wspólny posiłek.

-Izzy, wiesz, że nie lubię, się powtarzać- mruknęłam, wracając do posiłku- Moje życie. Mój wegetarianizm.

-Mogłabyś jeść chociaż ryby- westchnęła, poprawiając swoją szarą bluzę.

Wcisnęłam ostatnią łyżkę sałatki do ust, po czym wyrzuciłam opakowanie.

-Po co mnie tym męczysz? Przecież wiesz, że to właśnie od ryb się zaczęło. Mówiłam ci.

-Ale Megan, zastanów się- zmarszczyła brwi- Co ci szkodzi. Jadłaś mięso przez połowę swojego życia i chyba nie zeszłaś na zawał czy coś- przypomniała, zakładając włosy za ucho.

Ne lubiłam rozmawiać z ludźmi na ten temat. Zwłaszcza dlatego, że nigdy nie byłam prawdziwą wegetarianką. Wiele rzeczy zmieniało się, gdy przekraczałam próg swojego rodzinnego miasta. To było takie skomplikowane. Nie chciałam, aby osoby, których wtedy przy mnie nie było, zagłębiały się w te tematy.

-Może i tak, ale uważam, że rezygnacja z mięsa jest bardzo korzystnym wyborem.

-Tak, ale pomyśl ile wartościowego białka, przez to tracisz- jej oczy przemieściły się między kubkiem kawy a kawałkiem pomidora, którego nie pokroiłam do sałatki. Ogólnie rzecz biorąc nie miałam ochoty go jeść. W ogóle nie miałam ochoty jeść. Niczego.

Tylko ten fakt postanowiłam zachować dla siebie.

-Nic nie tracę. Jem sery, sałatę czy inną żywność zastępczą- przypomniałam, dopijając kawę i wstawiając kubek do zmywarki.

-Megan. Obie wiemy, że coś musi się zmienić. Jesteś naprawdę chuda.

-Izzy. Ważę odpowiednio. Moje BMI jest w porządku. Nie musisz się o mnie martwić.

-Ale..

-Wychodzę na uczelnie- przerwałam jej, zamykając drzwi i zbiegając na sam dół bloku.

Wyjęłam słuchawki, ustawiłam muzykę i ruszyłam chodnikiem prosto na uczelnię. Zabijałam negatywne myśli, zanim na dobre się pojawiły.

Musiałam przetrwać.
###
Zapraszam na moje konto na wattpad.com, Agusska66, historia ma ten sam tytuł
Dodał/a: Aga66 w dniu 6-03-2018 - czytano 305 razy.
Słowa kluczowe:

Komentarze (1)

Aga66dnia 2018-04-03 12:20:11.

wattpad.com "Pokochać diabła"= ciąg dalszy

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "miłość, nastolatki, studia, new adults, wegetarianizm"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)