ambitna opowieść o bardzo ambitnym człowieku Rozdział 2

Czułam, jakby nogi wrosły mi w ziemię. Nie potrafiłam wykonać pojedynczego kroku w ich stronę. Miałam wrażenie, że są wykonane z ołowiu i jeśli wykonam choćby delikatny ruch to się przewrócę. Przez moją głowę przelatywały miliony myśli. Gdzie jest tata? Dlaczego nie ma go z nami?

-Mamo?

Z każdą minutą moje zdenerwowanie rosło. Wpatrywałam się w nią czekając na odpowiedź. Widziałam na jej twarzy, jak toczy ze sobą wewnętrzną walkę. Nie potrafiła znaleźć sposobu na przekazanie mi tego, co ma mi do powiedzenia.

-Lauro, mam raka.- poczułam jak ściska mnie w środku. Miałam wrażenie, że świat nagle zwolnił. Na ciężkich nogach, praktycznie na autopilocie przesuwałam się w ich stronę, żeby opaść na kanapę obok nich. Nie potrafiłam.... Nie... Nie chciałam uwierzyć w to, co właśnie powiedziała. Jak mogła wymyślić tak okrutny żart? Jedynym potwierdzeniem prawdy był szloch babci, która siedziała z nami.

-Jak długo?- zapytałam, patrząc tępo przed siebie. Wciąż nie docierały do mnie jej słowa.

-Trzy miesiące temu koleżanki namówiły mnie na pójście na bezpłatną mammografię. Wynik okazał się niepokojący, więc pojechałam z twoim bratem do większego miasta zrobić dodatkowe badania.-No tak. W naszej dziurze nawet nie zrobisz porządnej diagnostyki...- One tylko potwierdziły obawy, że to rak. Nowotwór piersi.

-Chwila.-miałam wrażenie, że się przesłyszałam- Dlaczego mi nie powiedziałaś?

-Nie chciałam cię tym wszystkim martwić. Miałaś dużo swoich problemów: szkoła, zawody, matura. Nie chciałam dokładać ci niepotrzebnego stresu dopóki nie będzie 100% pewności.

Nie mogłam w to uwierzyć. Słyszałam jej słowa, ale do mnie nie dolatywały. Potrafiłam tylko patrzeć się przed siebie, jak skamieniała. Przechodziła przez to wszystko tak długo bez mojej pomocy, bo" nie chciała dokładać mi problemów"? Powiedziała jemu zamiast mnie... Ogarnęła mnie ogromna złość. Co zrobiłam nie tak? Czym nie zasłużyłam sobie na to? Kolejny raz nie byłam dość dobra, żeby być na pierwszym miejscu. Zawsze na drugim. Za ukochanym synkiem studiującym na uniwersytecie medycznym. Byłam tylko głupim szczeniakiem, który nie wie, co to życie i trzeba je chronić, bo sama sobie nie poradzi.

-Co teraz?

-Dzwoniłam do wujka. Ma znajomości. Załatwił mi wizytę u swojego kolegi ordynatora. Jutro mam przyjechać na konsultację do szpitala.

-Ile?- zapytałam cicho. Może i byłam młoda, ale nie głupia. Dobrze wiedziałam, że taka wizyta, choć po znajomości, nie będzie za darmo. Szczególnie jeśli miał prowadzić jej leczenie ordynator.

-Nie znam dokładnej kwoty za wizytę, ale koło dwóch tysięcy.- mimo wszystko trochę się zdziwiłam. Nie byliśmy biedni, ale tym bardziej nie bogaci. Po prostu, jakoś nam się żyło. Rodzice starali się zapewnić nam dobre życie na miarę ich możliwości. I tak czasami mogłam sobie kupić większą zachciankę dopiero za odłożone pieniądze. W tamte wakacje poszłam do pracy, aby ich choć trochę odciążyć, ale również nauczyć się szanować ciężko zarobione pieniądze.

Leczenie mojej mamy oznaczało pożyczki od rodziny i z zakładów pracy moich rodziców. To jednak nie miało w tej chwili znaczenia. Liczyło się tylko to, aby była zdrowa. Jeśli ten lekarz miał to zapewnić, byłam skłonna oddać każdy swój odłożony grosz. Ta kobieta była tego warta.

Przez chwilę chciałam po prostu wstać, trzasnąć drzwiami i posiedzieć gdzieś w samotności. Potrzebowałam przetrawić jej słowa. Nie wiedziałam, co przyniesie jutro. Jednak patrząc na nią, jaka jest teraz krucha, nie potrafiłam tego zrobić. Dobrze wiedziałam, że tego już by nie zniosła, a ja nie chciałam dostarczać jej więcej powodów do obaw.

***

Resztę dnia przeleżałam w pokoju patrząc się naprzemiennie to w sufit to w telefon. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego nas to spotkało. Co takiego złego zrobiliśmy, że Bóg nas tak karze. Przecież nie byliśmy złymi ludźmi. Tym bardziej moja mama. Potrafiła współczuć, troszczyła się o wszystkich. Całe serce oddawała swojej pracy, czasami zabierając ją nawet do domu. Potrafiła wtedy przesiadywać godzinami nad dokumentacją w międzyczasie jeszcze odbierając telefony od rodziców podopiecznych. Było jej trudno, ale starała się nie skarżyć.

Chciałam napisać do przyjaciół o tym, co się wydarzyło, potrzebowałam ich. Potrzebowałam kogokolwiek, kto mnie przytuli i powie, że wszystko będzie dobrze. Na kogo będę mogła liczyć wiedząc, że nie będę dla niego problemem. Nigdy nie myślałam o sobie, ale teraz potrzebowałam wsparcia. To ja potrzebowałam pomocy. Żeby ktoś rzucił wszystko i był przy mnie w trudnych chwilach. Za każdym razem, kiedy miałam wysłać im napisaną wcześniej wiadomość, zamierałam. Nie potrafiłam tego zrobić. Oni mają swoje piękne, szczęśliwe życia i miałam to wszystko im teraz zepsuć swoimi problemami? Nawet nie potrafiliby mi pomóc. Jedyne co mogli w tej sytuacji to patrzeć na mnie ze współczuciem, litością. Nie chciałam niczyjej litości. Nie mogę ich obarczać swoimi problemami. Muszę sama sobie z nimi poradzić.

Potrzebowałam gorącej kąpieli, żeby choć odrobinę się rozluźnić. Wtem napadła mnie myśl. Rak. Rak piersi. Moja kochana mama. Moja bohaterka. Osoba, którą zawsze podziwiałam ma raka. Może od tego umrzeć. Co jeśli się poddała? Jeśli nie będzie chciała walczyć? Nie chcę, żeby mnie zostawiła samą. Rak może być dziedziczny. Skoro ona go miała, a przed nią miała też go jej mama to znaczy, że.... Je też w przyszłości będę chora. Za kilkanaście lat będę miała nowotwór.

Czułam, że to dla mnie za dużo. Nie potrafiłam sobie poradzić z gromadzącymi się tak wielkimi emocjami w tak młodej osobie. Potrzebowałam znaleźć ukojenie. Źródło ujścia. Chciałam przestać odczuwać tak wielki ból. Mój wzrok padł na łazienkową półkę wiszącą nad wanną. Wiedziałam, że robię źle, ale nie wiedziałam, co innego mogę zrobić. Sięgnęłam po przedmiot, który przykuł moją uwagę i zrobiłam to, co wydawało mi się jedynym wyjściem. Ostrym końcem przejechałam po udzie, przyciskając mocniej ostrze żyletki. Poczułam pulsujące pieczenie w miejscach ran. Pojawiła się krew, ale nie zwracałam na to uwagi. Z każdą zrobioną linią czułam, że z mojego ciała ulatuje cały zebrany ból. W końcu czułam się wolna.

Dziękuje wszystkim, którzy to przeczytają. Zapraszam także na mój wattpad:
https://www.wattpad.com/story/214393749-ambitna-opowie%C5%9B%C4%87-o-bardzo-ambitnym-cz%C5%82owieku
Dodał/a: werka14881 w dniu 28-02-2020 - czytano 293 razy.
Słowa kluczowe: smutek tęsknota miłość rodzina choroba nastolatki szkoła życie przyjaźń werka14881

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "ambitna opowieść o bardzo ambitnym człowieku Rozdział 2"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)