Ambitna opowieść o bardzo ambitnym człowieku ROZDZIAŁ 1

Dzisiaj stanie się coś złego...

Z tą myślą obudziłam się rano w kolejny poniedziałek. Nie do końca wiedziałam, o co mi chodziło. Co może być gorszego niż poniedziałkowy poranek zwiastujący początek nowego tygodnia. Kolejne pięć dni szkolnej katorgi. Trzy lekcje angielskiego i moja " ukochana" geografia wystarczyły, żeby mój dobry nastrój prysł.

Spojrzałam na zegarek. Cholera! 7:50 zaraz się spóźnię do szkoły. Nawet nie zauważyłam dziesięciu nieodebranych połączeń od mojej najlepszej przyjaciółki - Klaudii-uroczego rudzielca, z którym przyjaźniłam się właściwie od urodzenia. Była moim całkowitym przeciwieństwem. Z niej rozmiar s czasami spadał, przez co powinna nosić xs, gdyby nie to, że miała metr osiemdziesiąt. Ja za to byłam sto pięćdziesięciosześciocentymetrowym i pięćdziesięciopięciokilowym Hobbitem z ciemnymi kręconymi włosami do ramion. Ona kupowała każdą bluzkę, która jej się podobała, na co pozwalał jej płaski brzuch i prawie nieistniejąca klatka piersiowa. Ja za to zawsze musiałam unikać dopasowanych bluzek przez moje fałdki, ale za to lekko eksponować, obfity biust. Klaudia lubiła modę i podróżowanie, za to ja grałam w kosza i czytałam książki. To, co nas łączyło to miłość do hucznych imprez, alkoholu i grania w gry komputerowe. Wybiegając przed klatkę swojego bloku zauważyłam jej ponure spojrzenie.

- No nareszcie! Chcesz, żeby Wejterowa nas zabiła, za spóźnienie?- Krystyna Wejter była naszą nauczycielką od języka angielskiego dla grup zaawansowanych. Na nasze nieszczęście, obie w niej byłyśmy. Oznaczało to siedem godzin języka angielskiego plus godzina fakultetu tygodniowo z perfectami, pastami i cotygodniowymi rozprawkami. NO MIODZIO.

- I tak będzie, bo nie zdążyłam zrobić wszystkich zadań. Pięć stron ksero i rozprawka to troche za dużo. Przy czwartej stronie mózg mi parował.

-Yhy. Pewnie będziesz miała wszystko perfekcyjnie zrobione, jak zwykle z resztą.- przewróciłam oczami. W sumie to miała racje. Wszystkie przedmioty humanistyczne były dla mnie łatwe i sprawiały ogromną radość. Pewnie dlatego, że połowę życia spędziłam z nosem w książkach, drugą połowę nad angielskim, a trzecią na boisku. Kurcze, chyba za dużo tych połówek...

Drogę do szkoły pokonałyśmy prawie w biegu. W każdym razie ja, bo musiałam truchtać, żeby nadążyć za wielkimi krokami mojej przyjaciółki.

Tak, jak myślałam poranne zajęcia minęły szybko i bezboleśnie. Za tydzień mamy test z angielskiego, który jak zwykle obejmował ogrom materiału. Miało nas to w jakiś niewytłumaczalny sposób przygotować do rozszerzonej matury. Nie pamiętam ile już razy usłyszałam o tym egzaminie i zaczynałam już powoli mieć dość. To dopiero druga klasa.

Udawało mi się przebrnąć przez szkolne piekiełko dzięki moim przyjaciołom. Na nieszczęście tylko Klaudia była ze mną w klasie ( profil przygotowujący do zdania na medycyne). Dalej się zastanawiałam, co ja tam robię. Pewnie nigdy bym się na niego nie zapisała i spełniła moje plany o tłumaczu przysięgłym, gdyby nie moi rodzice. Oni do dzisiaj wierzyli, że po humanie skończę w fastfoodzie. Ich marzeniem było dziecko z zawodem przyszłościowym- lekarz albo stomatolog.

Reszta moich przyjaciół była właśnie w klasie humanistycznej. Zarówno Krystian, jak i Weronika byli zafascynowani polityką i bieżącymi sprawami społecznymi. W przypadku mojego przyjaciela nie było to ogromnym zaskoczeniem- już od dziecka wiedział, że chce zostać prawnikiem.

Przerwę obiadową, jak zawsze spędziliśmy wspólnie. Weronika właśnie opowiadała o jakimś wypracowaniu na historię, kiedy dosiadł się do nas Przemek- chłopak Klaudii.

-Cześć wszystkim- przywitał się obdarzając przy tym swoją dziewczynę czułym pocałunkiem.

-Boże. Znajdźcie sobie, jakie ustronne miejsce. Na wasz widok chce mi sie rzygać- docinanie im z mojej strony stało się naszym przywitaniem prawie od razu, jak zostali parą. Co dziwne, po dwóch latach jeszcze nam się to nie znudziło.

- Może nie byłabyś taka wredna, gdybyś w końcu spiknęła się z Krystianem. Mama ostatnio pytała, czy byliście już na randce- rzuciła unosząc ironicznie brwi Klaudia. Po chwili wszyscy zaczęliśmy się śmiać. To był jeden z naszych standardowych żartów, od kiedy przyjaciółka opowiedziała nam, że jej mama kibicuje mi i Krystianowi w naszym "romansie". Nie byłoby to może tak absurdalne, gdyby nie dwie rzeczy:

Po pierwsze Krystian miał dwa metry wzrostu. Gdybym z nim była to musiałabym nosić wszędzie ze sobą drabinę, na wypadek pocałunku.

Po drugie,i co najważniejsze- nasz przyjaciel jest gejem. Przyznał się do tego jedynie naszej paczce i swojej rodzinie. Bał się, że w tak małym i zacofanym miasteczku ludzie go nie zaakceptują i skończy dotkliwie pobity za swoje preferencje.

***

Cały dzień towarzyszyło mi to dziwne uczucie, że coś się jeszcze wydarzy. Jak zawsze po zajęciach miałam trening koszykówki. Zawsze znajdzie się ktoś, kto parska śmiechem, kiedy o tym słyszy. Mój wzrost nie przekonuje, jednak kocham ten sport. Kiedy wchodzę na boisku czuję spokój. Mam wrażenie, że to jest moje miejsce na ziemi. Mam swoją drużynę, na którą mogę liczyć. Jeszcze nigdy się na nich nie zawiodłam. Zawsze wybaczają mi moje nietrafione rzuty czy złe podanie. A jest ich sporo, szczególnie podczas zawodów. Przez całe życie bałam się podejmować decyzje w obawie o ich konsekwencje. A to wszystko dlatego, że nigdy w żadnym aspekcie życia tego nie robiłam- zawsze to rodzice decydowali za mnie, a ja jak przystało na grzeczne dziecko, którego oczekiwali godziłam się na to. Dlatego gram głównie w obronie, a kiedy już podadzą mi piłkę, paraliżuje mnie strach, że zepsuję akcje. Potęgowała go jedynie świadomość, że moja rodzina oglądała mnie w akcji. Zdarzało się to rzadko, ponieważ nie dość, że nie mieli czasu to nie wierzyli w moje umiejętności. Pracowałam przez to coraz ciężej, chciałam im pokazać, że się mylą i byli dumni. Nawet kiedy ich nie było, z dumą nosiłam strój z numerem 5. Oznaczał moją przynależność do drużyny.

Dzisiaj dostałyśmy prawdziwy wycisk. Trener zwiększył tempo, żebyśmy były gotowe na zbliżające się zawody. Nie potrafię zliczyć, ile okrążeń wokół sali zrobiłam, ani ile rzutów oddałam. Wychodząc z hali czułam przyjemne pulsowanie w nogach, chociaż miałam wrażenie, że nogi niedługo odmówią mi posłuszeństwa.

Nagle telefon zawibrował mi w kieszeni. To była mama

Jeśli możesz to wróć od razu po treningu do domu.

Czytając to zmarszczyłam brwi mocno zdziwiona. Co miał znaczyć ten dziwny SMS? Co może być tak ważne, że chciała mnie, jak najszybciej w domu? Całą drogę przebyłam praktycznie w biegu. Mózg podsuwał mi najróżniejsze scenariusze i choć próbowałam nie potrafiłam tego zatrzymać. Od dawna nie miałam takiej gonitwy myśli, a przypływ adrenaliny sprawił, że przestałam czuć potreningowe zmęczenie. Schody pokonałam najszybciej, jak się dało, przeskakując co drugi stopień.

Wchodząc do domu, już od progu czułam, że coś jest nie tak. Można było wyczuć ponurą aurę. Zamykając drzwi zauważyłam, że mama z babcią siedzą na kanapie w salonie. Stanęłam, jak wryta.

-Co się dzieje?

- Usiądź. Muszę ci coś powiedzieć- miała smutny, zdławiony głos zupełnie do niej niepodobny. Jej słowa mnie otrzeźwiły. Nagle babcia zaniosła się szlochem ukrywając twarz w dłoniach. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że obie musiały płakać od wielu godzin.

***
Dziękuje wszystkim, którzy to przeczytają. Zapraszam także na mój wattpad:
https://www.wattpad.com/story/214393749-ambitna-opowie%C5%9B%C4%87-o-bardzo-ambitnym-cz%C5%82owieku
Dodał/a: werka14881 w dniu 22-02-2020 - czytano 555 razy.
Słowa kluczowe: smutek tęsknota miłość rodzina choroba nastolatki szkoła werka14881

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Ambitna opowieść o bardzo ambitnym człowieku ROZDZIAŁ 1"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)