- Dwa Oblicza - Rozdział .3. -

Niepewnie aczkolwiek z wielkim zaciekawieniem ruszyłam w stronę starej,zielonej ławki. Usiadłam na niej, chłopak najwidoczniej wolał postać.
- Więc? - popatrzyłam na niego, mrużąc swe oczy i zasłaniając je dłonią przed bijącymi promieniami słońca.
- Co?
Czy on jest dupkiem,czy tylko go udaje?
- Chciałeś porozmawiać? - rozłożyłam ręce
- Ah tak
Chłopak nie utrzymywał ze mną żadnego kontaktu wzrokowego. Spoglądał to na swoje buty, to na boki. Może fascynował go staw i pływające w nim kaczki? Kto wie!
Zaśmiałam się pod nosem.
- Chciałem cię przeprosić za tamto - wciąż patrzył na swoje olśniewająco czyste trampki
- Mówiąc "tamto" - zrobiłam cudzysłów w powietrzu - Masz na myśli potrącenie mnie i zostawienie na pastwę losu?
- Ta - burknął pod nosem
- Spoko - wzruszyłam ramionami
Czy on naprawdę sądzi, że głupie przepraszam załatwi sprawę?
- Spoko - powtórzyłam, ponieważ patrząc na tego zagubionego chłoptasia, nie mogłam dostrzec ani krzty zrozumienia czy chęci odpowiedzi... - Ale nie sądzisz chyba, że przepraszając mnie zagwarantujesz sobie nietykalność? - włożyłam w te słowa tyle pewności siebie ile tylko zdołałam unieść!
- Nie? - w jego głosie wyczuwałam delikatne podirytowanie
- Nie
- Tak bardzo chcesz mnie skazać?
Po raz pierwszy podczas tej rozmowy,chłopak spojrzał w moją twarz.
Jego wzrok był tak pusty...Sama nie wiem jak mogłabym go odczytać...
- Skazać? To głębokie słowo. Ja chcę sprawiedliwości
- Chcesz mnie skazać
- Słuchaj, nie mam czasu na takie rozmowy. Porozmawiasz o tym z policją
- Nie mogę odejść, moja siostra nie ma nikogo
Kiedy już szykowałam się do wstania i pójścia jak najdalej od tego głupka, on mówi mi coś takiego?
Może to kolejna z jego sztuczek...
- O czym mówisz? - po raz kolejny spojrzałam w jego puste oczy, łudząc się, że wyczytam z nich prawdę. Niestety...na próżno
- To co słyszałaś. Moja siostra nie ma nikogo oprócz mnie...jeśli odejdę ona też odejdzie... - pokręcił głową...
- Dlaczego wcześniej mi tego nie powiedziałeś?
- Tak jakoś - wzruszył ramionami
- Dlaczego jesteście sami?
- Nie musisz wszystkiego wiedzieć...
- To prawda - pokiwałam głową
- Czy teraz dasz mi spokój?
- Tak - powiedziałam cicho
Zawsze pragnęłam sprawiedliwości, nigdy jednak przy tym nie było nieczuła. Kiedy ktoś potrzebuje pomocy, ona się mu należy...
W końcu każdy z nas popełnia błędy prawda?
- Dzięki - popatrzył na mnie
Tym razem dostrzegłam połysk w jego oczach ... Może to łzy, może żal. Może nie jest to do końca pusty koleś, może tylko takiego udaje?
- Czy mogę Ci jakoś pomóc? - dotknęłam jego ramienia
- Nie - potrząsnął głową
- Na pewno?
- Tak - zabrał moją rękę ze swojego ramienia
- Dobrze - uśmiechnęłam się delikatnie - A więc cześć
- Na razie

---------

Oczami Dylana :

Chyba udało mi się uciszyć tą małą. Co prawda Black miał inny plan co do tego, jednak nie powinien mieć zastrzeżeń - w końcu osiągnąłem swój cel.
Wyciągnąłem swój smartfon z kieszeni i wybrałem numer Blacka.
Odebrał po drugim sygnale, co oznaczało, że był w bazie.
- Kong?
Black jest specyficznym człowiekiem. Podczas gdy wszyscy w okół mówią "halo?" "słucham?", Black zwraca się bezpośrednio do rozmówcy...
- Sytuacja opanowana Black. Mała wycofa zeznania.
- Jesteś tego pewien?
- Jestem,sama mi to powiedziała - wzruszyłem ramionami
- Rozkochałeś ją w sobie czy przeleciałeś? - w jego głosie słychać było szczyptę ekscytacji, była ona jednak sucha, tak jak wszystkie jego uczucia
- Pogadałem
- Pogadałeś? - prychnął - Jak to pogadałeś?
- Poszedłem na skróty i zagrałem na jej uczuciach, dokładniej na litości
- Skąd mogę wiedzieć, że ta dupa się nie rozmyśli i nie zrujnuje całego mojego interesu Kong?
- Mówię ci to
- Słuchaj Kong - podniósł głos - Nie zamierzam opierać się na twoich przypuszczeniach, bo kiedy laska nas wsypie a policja zacznie dopierać mi się do dupy, ty zaczniesz się wypierać i zechcesz uciec z tego gówna
- Przecież wiesz, że jestem wierny naszym interesom Black
- Koniec ! Idź do niej i upewnij się, że nie zmieni swojego zdania...przynajmniej do czasu kiedy nasze interesy z Dravenem dobiegną końca.
Pokiwałem głową, choć on nie mógł tego zobaczyć
- Rozumiem Black

Rozmowa nie przebiegła po mojej myśli, wiedziałem jednak, że w słowach Blacka było trochę racji.
Jeżeli ta laska zmieni zdanie sama lub pod wpływem kogoś z rodziny/znajomych...My będziemy skończeni!
Postanowiłem zmienić strategie. Nie było to łatwe, szczególnie dlatego, że od dawna już miłość i podrywy nie były mi potrzebne. W mojej sytuacji liczy się twarda dupa i stalowe nerwy...
Na co komu miłość? Mam to co kocham - Mam swoją rodzinę, którą za wszelką cenę muszę się opiekować. Nie mogę dać dupy jak mój ojciec ! Nigdy nie popełnię jego błędów ! Nigdy !

Burczenie mojego brzucha dało mi znać o tym, że czas wrócić do domu.
Podróż zajęła mi kilkanaście minut, wtedy to dotarłem do najbiedniejszej dzielnicy miasta.
To tutaj mieszka moja rodzina, to tutaj mieszkałem kiedyś ja.
W sumie to nadal tutaj mieszkam... tak jakby... Większość czasu muszę spędzać w "pracy" , jednak kiedy tylko mam czas, odwiedzam Matkę i Siostrę, daje im to co zarobiłem, wmawiając, że to kasa z naprawy samochodów w warsztacie kumpla. Tak naprawdę przemycam narkotyki, paczki, kradnę, biję, resztę dopowiedzcie sobie sami...

Otworzyłem stare,skrzypiące drzwi i wszedłem do środka.
Mój dom nie był duży, ani bogaty, nigdy jednak nie zalegały w nim pajęczyny ani kurz. Moja Mama dokładnie sprzątała każdy zakątek, nawet teraz, kiedy choruje i opada z sił, nie zapomina o domu, siostrze i o mnie.

- Cześć Suzan - kiwnąłem głową w jej stronę
- Cześć - powiedziała, nie odrywając wzroku od swoich butów, które właśnie wiązała
- Nie jesz z nami obiadu? - zmarszczyłem brwi
- Niestety, idę do pracy
- Jak to do pracy? Jakiej?
- Zatrudniłam się u Pani Evans. Przepraszam Cię ale naprawdę się spieszę - uśmiechnęła się i podszczypując mnie w bok, wybiegła na zewnątrz.

Nie mogłem ukryć swojego rozzłoszczenia!
Dlaczego ona poszła do pracy? Powinna się uczyć! Kształcić swoje umiejętności! Powinna starać się wyjść na ludzi... To również dla niej robię to co robię. Chcę żeby miała lepszą przyszłość niż ta, która czeka mnie...

- Ah jesteś już - moje zdenerwowanie ukoił głos mojej mamy
Podpierając się drewnianej laski, weszła do pomieszczenia służącego nam za kuchnie,przedpokój,korytarz i mój pokój.

Nasze mieszkanie jest ciasne. Zaraz po wejściu z zewnątrz wchodzimy do pokoju w którym stały: meble kuchenne, stół,krzesła i stary tapczan na którym śpię odkąd siostra zaczęła dorastać, a ja coraz mniej nocy spędzałem w swoim domu.
Na prawo od "wielofunkcyjnego pomieszczenia" znajduję się mały pokój siostry, z którego przechodzi się do pokoju mamy. Na lewo zaś wchodzimy do łazienki, zrobiliśmy ją całkiem niedawno, oczywiście wszystko dzięki mojej "pracy" .

- Jestem mamuś - uśmiechnąłem się widząc ją znowu - Usiądź, nie przemęczaj się - odsunąłem krzesło i wskazałem na nie
- Dziękuję Dylanku - powiedziała siadając i opierając ciężar łokcia na stole
- Jak się dziś czujesz?
- Dobrze - uśmiechnęła się , choć ja wiedziałem, że kłamie
Jej podpuchnięte oczy, blada cera i słabość, mówiły same za siebie.
Pokiwałem głową
- Jak spędziłaś dzień?
- Zrobiłam pranie i posprzątałam trochę w łazience. Ah i upiekłam twoją ulubioną zapiekankę !
Nie mogłem powstrzymać się od uśmiechu...Cała mama ! Myśli o wszystkich tylko nie o sobie...
- Wiesz, że powinnaś odpoczywać - skarciłem ją
- Nie mogę siedzieć bezczynnie...przecież wiesz
- Wiem - pokiwałem głową
- Jak w pracy? Pan Brown mocno cię goni?
- Jak zwykle - przytaknąłem - Dziś raczej znowu spędzę nockę przy samochodach - skłamałem
- Biedactwo - pogłaskała mnie po głowie - Tak bardzo jestem z ciebie dumna... - zamyśliła się - Twój Ojciec...
- Nie mówmy o nim - przerwałem jej
- Chciałam powiedzieć, że twój ojciec tez na pewno by cię pochwalił
- Ojciec ma mnie gdzieś
- Nie mów tak. To wszystko chwilowo go przerosło, ale wróci - pokiwała głową, a w jej oczach dostrzegłem łzy - on wróci - powtórzyła
Mimo tego jakim łajdakiem jest mój ojciec, mama nigdy nie przestała go kochać. To było kiedyś bardzo dobre małżeństwo... Potem się spieprzyło...Po prostu uciekł...Zechciał uniknął odpowiedzialności .
Przytuliłem mamę, okazując jej najwięcej troski i miłości ile zdołałem .
- Dobrze już, zjedz obiad Dylanku. Zaraz Ci wystygnie - wskazała na mój talerz.

***

Po obiedzie,całując mamę w czoło i upewniając się, że zasnęła wyszedłem z domu.
Wykręcając numer Blacka, odczekałem dwa sygnały, kiedy za trzecim nie usłyszałem jego głosu, rozłączyłem się.
Po raz kolejny wybrałem numer, tym razem Hammera.
- Cześć Kong, jakiś problem ?
- Cześć Hammer, potrzebuję namiary na Katty Thompson
- Ło ło ło, jakiś numerek się szykuję ?
Chyba się podjarał.
Zaśmiałem się.
- Może
- Dobra dobra, już sprawdzam
Nie trwało to więcej niż 2 minuty, kiedy Hammer odezwał się ponownie
- Wysłałem Ci sms-em
- Dzięki Hammer
- Nie ma sprawy, ale jeśli będzie dobra to ja tez chcę skorzystać
- Będę o tobie pamiętał
Rozłączyłem się.

Jest oto i on...adres niejakiej Katty - teraz pozostaje tylko ruszyć w drogę i rozkochać w sobie tą małą.


---------

3 Rozdział już za nami.
Co sądzicie o charakterze Dylana? Czy życie jako gangster jest tylko jego pracą, czy może stało się już sposobem na życie?
Czy Dylanowi uda się rozkochać w sobie Katty?
Jaki wpływ na dziewczynę będzie miała ta relacja?
Które oblicze Dylana uda się jej odkryć i oswoić?

Zachęcam do komentowania :) Każdy Twój komentarz = mega motywacja dla mnie!

Aby być na bieżąco i wcześniej czytać rozdziały zapraszam - http://myybestenemy.blogspot.com

---------
Dodał/a: Dametka.a w dniu 1-04-2017 - czytano 672 razy.
Słowa kluczowe: miłość gangi nienawiść bójki porachunki zasadzki smutek radość para Dametka.a

Komentarze (2)

...dnia 2017-04-02 13:43:45.

Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział!

Tajemnicadnia 2017-04-03 13:10:53.

Jestem ciekawa następnej części 😍

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "- Dwa Oblicza - Rozdział .3. -"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)