***IMMORTALIS*** 7
Znaleźli się w ciemnym pomieszczeniu. Było dostojne i pełne przepychu. Ściany obite purpurą. Wspaniała ,lśniąca posadzka. Na środku stało ogromne łóżko z baldachimem. Z jednej strony stała wielka mahoniowa szafa. Naprzeciw niej wisiało wielkie lustro w złotej ramie. Pomieszczenie oświecały kunsztownie zdobione żyrandole. Obok lustra stała pokryta atłasem kozetka. Na łóżku leżała czerwona suknia. Dziewczyna stała jak wryta ,oglądając cały pokój. Przytłaczał ją przepych i ogrom wszystkich mebli. Czuła się taka malutka. Położyła adapter na łóżku ,obok niego płyty. Podeszła i opadła na kozetkę. Siedziała w ciszy i nie wiedziała co ma zrobić. Czuła się zagubiona. Straciła poczucie bezpieczeństwa ,które czuła ,leżąc w swoim łóżku. Bawiła się swoimi lokami ,okręcając je wokół palca. Ogarnął ją niepokój i zdenerwowanie. Popatrzyła na brata ,który stał oparty o ścianę ,jakby na coś czekał. Przeszywał ją swoim wzrokiem na wskroś. Nie było to przyjemne uczucie.
-Co teraz?-spytała nawet nie mrugając.
-Trzeba cię przygotować.
-Jak?
-Zobaczysz-otworzył drzwi. Po chwili do pokoju zaczęły wchodzić kobiety ,ubrane w czarne suknie. Wyglądały prawie identycznie. Ich kruczoczarne włosy były spięte w perfekcyjne koki. Ogarniały pomieszczenie oczami koloru węgli. Artur wyszedł zamykając drzwi.
Wyglądała przepięknie w krwistoczerwonej ,seksownej sukience. Jej niesforne loki były wysoko upięte ,parę wystawało ,opadając na jej ramiona. Przy mroku i czerni ,dziewczyna wydawała się strasznie blada. Nogi miała bose ,zastanawiała się dlaczego. Czuła zimno bijące od posadzki i rozchodzące się po jej stopach. Stała i czekała nie wiadomo na co. Była sama w pokoju. Cieszyła się z tego ,ale zarazem czuła niepewność ,do tego co się stanie. Drzwi otwarły się. Weszła przez nie młoda dziewczyna. Wyglądała na młodszą od niej. Jej oczy były czerwone i jakby nieświadome. Ubrana była w czarną sukienkę. Nie była zbyt piękna. Jej ciało było strasznie wychudzone ,a policzki zapadnięte. Usta miała popękane ,również była bosa. Chwyciła Mirandę za rękę ,ale tak stała dalej przez chwile. Zawahała się. Poczuła przypływ adrenaliny i posłusznie poszła za nią. Weszła do sali z wysokim sufitem ,otoczonej ze wszystkich stron kolumnami. Sufitu jakby nie było. Była tylko tajemnicza ciemność. Ogromny żyrandol jakby wisiał w powietrzu ,oświetlając salę. Dziewczyna zaprowadziła Mirandę na sam środek. Jej oczom ukazał się wielki tron obity aksamitem. Po obu stronach starli mężczyźni w czarnych zbrojach. Zza przyłbic nie widać było oczu ani twarzy. Wyglądali strasznie. Jakby z innego świata. Nie tego ,który znała. Za tronem stał jakiś człowiek ,koło niego zobaczyła swojego brata. Wszyscy wyglądali jakby na kogoś czekali w napięciu. Jej oczom ukazał się przystojny ,wysoki ,ciemnowłosy mężczyzna. Doskonale go pamiętała ze swoich wizji. Serce zaczęło jej bić szybciej. Pomimo tego patrzyła prosto w jego czarne ,błyszczące oczy. Poczuła gęsią skórkę na ciele. Zaczął się zbliżać w jej kierunku. Przystanął i wyciągnął dłoń. Z opóźnieniem podała mu swoją ,a on delikatnie ją objął. Czuła się bardzo dziwnie. Inaczej niż kiedykolwiek. Chciała się znaleźć z nim sam na sam. Bez straży ,brata czy jakiś obcych. Czuła się jakby go znała od wielu lat. Zaufała mu. W jej myślach kłębiło się wiele pytań. Nie tak wyobrażała sobie tego strasznego diabła. Zaczął coś rozkazywać swoim sługom ,ale ona jakby tego nie słyszała. Była w transie. Zauroczył ją. Po chwili do sali wniesiono jeszcze jeden tron. Wszyscy stali w zniecierpliwieniu. Zza jakiś drzwi wyszedł przygarbiony starzec. Wspiął się po schodach i stanął naprzeciw Mirandy i diabła.
-Ceremonię zaślubin ogłaszam za rozpoczętą-w tym samym momencie przez wszystkie drzwi zaczęli wchodzić ludzie. Było ich mnóstwo. Wchodzili bezgłośnie. Szybko zapełnili całą salę.
Dziewczyna poczuła jak serce podnosi się do jej gardła. Jej towarzysz chyba wyczuł jej wahanie i złapał ją mocniej za rękę.
-Silenie ,panie mroku i ciemności. Królu bram piekła ,władco zła czy chcesz pojąć tę oto dziewicę spłodzoną z twego wiernego pomocnika ,stworzonego z ognia piekielnego i upadłej anielicy ,która błądzi w nicości?
-Tak.
-Nikoro ,jasności czy chcesz oświetlić mrok serca naszego pana ,być mu oddaną ,posłuszną i uległą ,czy chcesz należeć do niego?-Miranda stała nie mogąc wymówić słowa. Poczuła ,że ręka ją parzy. Przeszywał ją straszny ból ,chciała by się skończył.
-Tak-wyszeptała tłumiąc łzy.
-Od tej pory jesteście złączeni na wieki i nic was nie może rozdzielić. Przypieczętujemy to krwią schwytanego anioła-straże przyprowadziły kościstą dziewczynę ,która upadła na kolana. Starzec wziął nóż i wbij w jej serce. Upadła zalewając posadzkę krwią. W Mirandzie coś pękło. Uświadomiła sobie w jakim jest miejscu. Dotarło do niej ,że jest małżonką diabła. Ogarnęła ją panika ,przemieniająca się w lęk. Silen chwycił ją i pocałował wsuwając w jej usta wijący się ,śliski język. Z jej oczu zaczęły kapać łzy.
***
Hej:) Jestem autorką tego opowiadania. Dziękuję za wytrwałość w czytaniu. Mam do Was pytanie. Rozwijać dalej czy zakończyć na 10 częściach? Odpowiedzcie w komentarzach. Pozdrawiam ;)
